czwartek, 2 lutego 2017

ShinyBox Party Tme styczeń 2017 - unboxing

Po ostatnim, dość rozczarowującym pudełku grudniowym od ShinyBox chciałam zrezygnować z subskrypcji. Zrobiłam to z takim opóźnieniem, że jeszcze załapałam się na edycję PartyTime, która dotarła do mnie pod koniec stycznia a dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami na temat zawartości boxa "Party Time".


Od początku spodobała mi się sama grafika pudełka - uwielbiam kolor granatowy :) 
Nawiązuje oczywiście do okresu karnawału, a zawartość samego pudełka ma nas do niego przygotować.


W tej edycji boxa można znaleźć aż 10 produktów, w tym wiele pełnowymiarowych. Oprócz nich w pudełku znajdziemy kilka różnych ulotek oraz przydatny spis z tym, co zaraz odkryjemy.


Schwarzkopf, Gliss Kur Fiber Therapy, Regeneracja w Olejku
cena : 18,99 zł/100 ml
produkt pełnowymiarowy

Bardzo dawno nie używałam produktów tej marki i w sumie się cieszę, że będę mogła przetestować ich nowość. Producent obiecuje, że "upiększający olejek dodaje blasku i miękkości, a regenerująca formuła ze spajającym włókna włosa Omegaplex odbudowuje włos od środka". Osobiście nie liczę na cuda, ale na pewno go wypróbuję i zobaczymy, czy to nie są "gruszki na wierzbie" :)


Faberlic, Cień do powiek w kredce
cena: 22,50 zł/ szt.
produkt pełnowymiarowy

Nie jestem zwolenniczką cieni w kredce, bo jak dotąd żadna nie spełniła moich oczekiwań (zazwyczaj są suche/ rolują się na powiece). Kolor, na jaki trafiłam to nr 5570, czyli metaliczny brąz. Na pewno dam mu szansę, może zmieni moje zdanie co do tego typu cieni i zostanie moim faworytem ? :)


Bell, modelujący żel do brwi
cena: 9,99 zł/ 9 g
produkt pełnowymiarowy

Mam jeden modelujący żel do brwi w podobnej formie  marki Wibo i bardzo go lubię. Ten ma natomiast bardzo krótką szczoteczkę oraz wydaje mi się trochę ciemniejszy - jego odcien to 02. Producent obiecuje, że produkt jest długotrwały i ma nasze brwi ujarzmić przez cały dzień, przy jednocześnie naturalnym i lekkim wyglądzie.


Cuccio Colour, lakier do paznokci 
prezent - niespodzianka, 13 ml
produkt pełnowymiarowy

Produkt - niespodzianka z serii kosmetyków marki Cuccio, o której nigdy nie słyszałam. Do mnie zawitał lakier w kolorze pięknej czerwieni o nazwie "Bloody Mary". Klasyka i klasa sama w sobie jeśli chodzi o kolor, mam nadzieję, że jakość mnie nie zawiedze.


Joko Make Up, emulsja rozświetlająca Glow Primer
cena: 9,90 zł/ 25 ml
produkt pełnowymiarowy

Rozświetlacz w emulsji, który możemy punktowo stosować na wybrane partie twarzy i ciała (można go również połączyć z podkładem). Mi trafił się numer 203, chyba najciemniejszy i najbardziej różowy. Trzeba uważać, bo jest naprawdę mocno napigmentowany!


BlanX Med, pasta do zębów Anty-Osad
Cena: 22,90 zł/ 75 ml ( tu - 15 ml)

Mała pasta, idealna na krótkie podróże, więc na pewno ją wykorzystam w niedalekiej przyszłości. Pasta Blanx jest wybielająca, usuwa ze szkliwa osady oraz chroni przed osadzaniem się płytki bakteryjnej. Zawiera naturalne wyciągi z porostu islandzkiego oraz mikroproszek z bambusa.


L'Orient, krem pod oczy
cena: 64,00 zł/ 15 ml
produkt pełnowymiarowy

Jeden z mocniejszych punktów tego pudełka. Zawiera kombinację minerałów z Morza Martwego, witamin, protein i naturalnych ekstraktów roślinnych. Producent zapewnia również, że produkt stosowany regularnie spłyca zmarszczki, usuwa opuchliznę i cienie pod oczami. 


Neicha, luksusowe rzęsy
cena: 16,90 zł/ komplet
produkt pełnowymiarowy

Wstyd się przyznać, ale to moje pierwsze, szuczne rzęsy! Myślałam o zakupie tych z Ardell, aż w końcu przyszły do mnie inne, bo marki Neicha. Ten model to 513. Są krótsze wewnątrz, a dłuższe i bardziej gęste na zewnątrz. Z tyłu opakowania jest krótka instrukcja obsługi, która przy moich zerowych umiejętnościach na pewno się przyda :)


Neicha, niewidoczny klej do rzęs White
cena: 14,90 zł/ 5 g
produkt pełnowymiarowy

Bardzo się cieszę, że ten klej do rzęs został dołączony do pudełka. Jeśli spodoba mi się aplikacja rzęs i sam ich wygląd to będę mogła go wykorzystać do końca. Producent obiecuje, że po wyschnięciu staje się przeźroczysty i jest niewidoczny.


Bandi Professional, maska ryżowa przed wielkim wyjściem
cena: 6,90 zł/ 25 g
produkt pełnowymiarowy

Uwielbiam maseczki, a tych z Bandi jak dotąd nie miałam okazji poznać, więc jestem bardzo ciekawa ich działania. Produkt zawiera w sobie zarówno witaminy jak i minerały, co ma przygotować naszą skórę na wielkie wyjścia i nocne szaleństwa. 


Na pewno zawartość tego pudełka spodobała mi się bardziej, niż grudniowa edycja, o której również pisałam na blogu. Produkty są ciekawe, dla mnie zupełnie nowe, a przy tym większość z nich to kosmetyki pełnowymiarowe. Zabieram się zatem za testowanie! :)

Zamawiałyście styczniowy ShinyBox?
Co sądzicie o jego zawartości?
Znacie wymienione kosmetyki?

pozdrawiam :)

czwartek, 26 stycznia 2017

4, 5-letnie pędzle - jak się sprawdzają? Czy dalej ich używam?

Po krótkiej przerwie zapraszam Was na dość nietypowy post, w którym pokażę kilka moich pędzli, które mam już dobre kilka lat. Pędzle, które wówczas uważałam za te dobrej jakości i sukcesywnie dokupowałam w miarę możliwości. Czuję tutaj nutkę sentymentu, bo właśnie przypomina mi się sam moment ich zakupu w niektórych przypadkach :)


Najwięcej pędzli w tym zestawieniu jest z Inglota, bo wówczas uważałam, że ich pędzle gwarantują dobrą jakość i trwałość :) Jest też jeden reprezentant Hakuro oraz jeden Ecotools. Na zdjęciach pędzle są po myciu i wysuszeniu, choć w niektórych przypadkach widać jeszcze mokre końcówki :)


Ze względu na ich ilość, postanowiłam zebrać je w dwie mniejsze grupy. 
Od lewej - Inglot 22T - języczkowy do korektora. Korzystałam i korzystam z niego rzadko, dziś bym go nie kupiła, bo wolę aplikację korektorów Beautyblenderem lub palcami. Od chwili zakupu nie stracił swojego kształtu, koloru, ani dużej liczby włosia.
Kolejny - Inglot 7FS - trochę zapomniany, skośny pędzel do makijażu oka. Na początku używałam go częściej niż obecnie, jednak również cały czas zachowuje pierwotną formę, kolor a włosie mocno się trzyma.
Następny pędzel to Ecotools, który nie ma swojego numerka (nie mogę go też obecnie znaleźć na stronie Rossmanna, w którym go kupiłam). Używałam i używam przy każdym makijażu, nakładam nim zazwyczaj jasne cienie bazowe. Kolor włosia delikatnie poszarzał, jednak nadal jest w dobrej kondycji i mimo upływu lat spełnia swoje zadanie bez zarzutu.
Ostatni w tej grupie to Inglot 6SS, którego używam w załamaniu powieki, do rozcierania cieni. Z tego co zauważyłam to delikatnie zmienił kształt, bardziej się "otworzył" i teraz jest takim mini puchaczem. Na zdjęciu niestety jeszcze widać wilgotne włoski, przez co daje inny efekt na zdjęciu. 


Do drugiej grupy zaliczyłam trochę większe pędzle, do wykonania makijażu całej twarzy.
Pierwszym z nich jest Inglot 1SS/S, czyli pędzel do pudru z włosia syntetycznego. Używam go zarówno do pudru prasowanego jak i sypkiego. Jest ze mną codziennie, również w podróży, przez co włosie trochę poszarzało a sam pędzel zrobił się objętościowo większy, mniej "zbity".
Kolejny Hakuro H50S to flat top do podkładów, który więcej zbiera kurzu niż jest w użytkowaniu. Bawię się nim przy nowych podkładach, gdzie próbuję, przy jakiej technice aplikacji podkład wygląda najlepiej (btw. zazwyczaj jest to Beatyblender :) ). Ogólnie tutaj muszę przyznać, że nie jestem zwolenniczką aplikowania podkładu za pomocą pędzla. I może dzięki rzadkiemu użytkowaniu pędzel wygląda praktycznie jak nowy, gdyby nie drobne zarysowania na skuwce :)
Ostatnim pędzlem jest Inglot 3P, czyli mój pomocnik przy modelowaniu twarzy za pomocą bronzera. Używam go regularnie, a jego włosie z kuca nadal wygląda dobrze i jest trwałe. 


Na zdjęciu wyżej chciałam ująć to, jaktrzymają się nóżki pędzli. Widać drobne zarysowania, a także zmianę w kolorze, są bardziej poszarzałe i matowe. Jednak jak dotąd nie spotkałam się, aby coś się ruszało bądź wypadało, pędzle są porządnie wykonane i stabilne :)


Przy wszystkich wspomnianych pędzlach  temat jakości włosia jest kluczowy. Mimo, że niektóre z nich zmieniły delikatnie kształt, czy też kolor nie wpływa na to, jak się nimi pracuje. Włosie wypada wyjątkowo rzadko, są to pojedyncze włoski, które nie wpływają na jakość pędzla czy dyskomfort przy wykonywaniu makijażu. Mimo, że moja gama pędzli jest większa, to cały czas korzystam z tych "starszaków" których lata świetności jeszcze nie minęły :)


Na pewno właściwa pielęgnacja oraz przechowywanie ma wpływ na jakość naszych pędzli. Ja staram się o nie dbać, ale również bez przesady :) Cieszę się, że pędzle, które nabyłam na początku mojej działalności blogerskiej nadal są ze mną i mają się świetnie :)

A Wy jakie macie najstarsze pędzle?
Jakie są Waszymi ulubionymi?

pozdrawiam :)

wtorek, 10 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016 - pielęgnacja

Po makijażowych ulubieńcach minionego roku przyszedł na tych pielęgnacyjnych. Jeśli chodzi o moją cerę, na sczęście w ubiegłym roku była ona dla mnie łaskawa i nie miałam z nią większych problemów (oby w tym to się nie zmieniło!). Starałam się używać zarówno sprawdzone kosmetyki, ale eksperymenty również się zdarzały :) I co z tego wyszło? Zapraszam na post!


Tak jak w przypadku kolorówki i tym razem postanowiłam wybrać TOP 5, po które sięgałam 
(i sięgam) najczęściej, które przyszły mi od razu na myśl i mogę Wam gorąco je polecić :)


Nigdy nie sądziłam, że sięgnę po ten produkt, ale czasem pogaduchy rodzinne i wymiana kosmetycznych doświadczeń przynosi nowe odkrycia, czym niewątpliwie był łagodzący płyn do demakijażu oczu Garnier. Ten produkt, który kosztuje poniżej 10 zł i który możemy zakupić nie tylko w Rossmannie, ale również w Biedronce czy Lidlu to kosmetyk kompletny w swoim fachu :) Bardzo dobrze zmywa makijaż oczu, nie pozostawia żadnej tłustej powłoki, działa szybko i bez podrażnień.  Przeznaczony jest do każdego typu skóry, ja mam normalną w kierunku mieszanej i nie mogę mu nic zarzucić. Jego zapach jest bardzo delikatny i przyjemny, szybko się ulatnia, nie daje uczucia dyskomfortu.


Ten produkt ze mną jest ponad rok, a dokładnie rok temu uzyskał miano mojego ulubieńca stycznia 2016 i tak zostało do dziś :) Nie używam innych płynów micelarnych (chyba że dostaję w ramach testowania) i jestem cały czas zadowolona :) Lipowy płyn micelarny Sylveco jest delikatny, dobrze domywa resztki makijażu, ma dobry skład i przyjemnie pachnie. Nie pozostawia na twarzy żadnej powłoczki, nie podrażnia skóry, a w moim odczuciu delikatnie ją koi. Polecam!

 

To jeden z tych produktów, na który skusiła mnie Blogosfera! :) Uszlachetniony olejek arganowy do oczyszczania i mycia twarzy od Bielendy spowodował, że po kilku latach na nowo odkryłam właściwości olejowania, tym razem z pozytywnym skutkiem. Bardzo lubię ten produkt za zapach, za konsystencję, wygodną pompkę i właściwości. Bardzo dobrze usuwa makijaż z naszej twarzy, nie pozostawia uczucia ściągnięcia a wręcz czuję delikatne nawilżenie. Nigdy mnie nie zapchał, czego najbardziej się obawiałam. Obecnie kończę 2 opakowanie, niedługo czas na kolejne!


Krem nawilżający Lynia z całym bogactwem w składzie, czyli olejkiem migdałowym, algami, masłem shea, ekstraktem z zielonej herbaty i prawoślazem to mój ulubiony produkt na noc. Pięknie pachnie, dobrze rozprowadza się na twarzy, pozostawia delikatną powłoczkę, koi skórę i świetnie ją nawilża. Przyznam się, że kupiłam ten produkt w ciemno, ale niewątpliwie jest to mój faworyt! Rano nie czuję efektu ściągnięcia skóry, która jest nawilżona, wygładzona i po prostu zdrowo wygląda :)


Odżywka do włosów Sheer Blonde colour renew John Frieda wprowadziła małą rewolucję w pielęgnacji moich blond włosów. Pisałam o niej na początku grudnia i jest to produkt, który używam najkrócej z całej wymienionej piątki :) Jeśli macie blond włosy, chcecie aby ich kolor nie robił się coraz bardziej żółty po każdym myciu to ta odżywka jest dla Was. Warto też wspomnieć, że bardzo fajnie ujarzmia włosy, wygładza je i nadaje blask. Nigdy nie mam też problemów z ich rozczesaniem po zastosowaniu tego produktu. Na pewno będę do niej powracać :)


To druga a zarazem ostatnia część ulubieńców 2016 :) Cieszę się, że odkryłam tak fajne produkty, a przy tym mój portfel nie przeszedł trzęsienia ziemi (kieszeni?). Oby 2017 przyniósł równie ciekawe produkty, na pewno będę testować ciekawe nowości!


Czy znacie moje TOP 5?
Co o nich sądzicie?
Jakie były wasze ulubione produkty pielęgnacyjne 2016 roku?


pozdrawiam :)

wtorek, 3 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016 - makijaż

Witajcie w Nowym Roku! Czas na podsumowanie, które muszę przyznać, że bardzo lubię :) Często czytając o ulubieńcach minionego roku, zarówno tych makijażowych jak i pielęgnacyjnych można znaleźć fajne perełki, które również i nam posłużą :) Mam nadzieję, że moje krótkie zestawienie przypadnie Wam do gustu!


Wybrałam pięć produktów, które w minionym roku używałam najczęściej i które bardzo lubię 
i z którymi będę kontynuować makijażową przygodę również w 2017 roku :)


Volumix Fiberlast mascara Eveline Cosmetics to tusz, który latem poleciła mi koleżanka z pracy i jestem Jej za to bardzo wdzięczna :) Są dwie dostępne wersje : złota i srebrna, Ja używam tej srebrnej (złotej nie znam). Producent obiecuje nam o 50% dłuższe rzęsy oraz długotrwałe podkręcenie rzęs z czym po kilku miesiącach testowania mogę się zgodzić :) 
Opakowanie, oprócz 11 ml tuszu zawiera bardzo fajną, silikonową szczoteczkę, która dobrze rozdziela rzęsy. Sam tusz ma bardzo głęboki i czarny kolor. Nie osypuje się, nie odbija na górnej powiece za co ma u mnie duży plus, bo nie raz przez to przechodziłam :) Maskarę możecie znaleźć w Rossmannie za kilkanaście złotych, często też na jakiejś promocji, więc polecam wypróbować :)


Konturówka do brwi w żelu Inglot zwana "pomadą" to produkt, która gościła i gości na moich brwiach przy większości makijaży. Mój numer - 12 - to zgaszony, szaro-brązowy odcień, który dopasowała mi Pani z Inglota. Niestety nie wygląda tutaj na zdjęciach estetycznie ale tylko dla tego, że jest cały czas w użyciu 
i śmiga ze mną wszędzie :) 
Ten produkt zbiera bardzo dobre opinie i zupełnie się temu nie dziwię. Pomada ładnie podkreśla kolor brwi, wypełnia je i nadaje pożądany kształt (na miarę swoich możliwości :)). Jej konsystencja pozwala na łatwą współpracę, a sam produkt jest bardzo wydajny i jeszcze wiele czasu mi zajmie zdenkowanie go! 


Kolejny hicior ubiegłego roku, którego i u mnie nie mogło zabraknąć. Catrice Liquid Camouflage High Coverage Concealer to produkt, który przebił mój ukochany korektor Collection Lasting Perfection! 5 ml produktu zamkniętego w klasycznym, plastikowym opakowaniu to coś, czego nie może zabraknąć przy wykonywaniu mojego makijażu. Numer 010 idealnie sprawdzi się u bladziochów, ładnie rozświetli skórę (zarówno tą wokół oczu jak i na reszcie twarzy), zakryje cienie pod oczami ale też niedoskonałości skóry. Trwałość tego korektora to również jego mocna strona, także śmiało możemy go wykorzystać do makijaży wieczorowych!


Tak na prawdę mam kilka ulubionych róży, które używam na zmianę ale postanowiłam wyróżnić ten jeden i padło na DownBoy theBalm. Jest to bardzo ładny różowy odcień z domieszką wrzosu, co daje nieco chłodniejszy efekt. Nie posiada też drobinek, jest całkowicie matowy, a jego efekt możemy budować, Opakowanie - jak to w przypadku marki theBalm - jest przeurocze, z lusterkiem i łatwo się otwiera/zamyka. Jego cena waha się między 50 a 60 zł, ale należy zauważyć, że mamy tu aż 9,9g produktu, który posłuży nam na długo i jeszcze dłużej, także nie wiem, kiedy go zużyję :)


Idealnym uzupełniem, a raczej scaleniem makijażu jest utrwalacz w postaci lekkiej mgiełki marki Inglot. To już moje kolejne opakowanie (tym razem wybrałam wersję większą, 150 ml) i jestem z niego bardzo zadowolona. Atomizer dozuje idealną ilość produktu, nie "zalewa" nam twarzy w postaci wielkich kropel, które mogłyby naruszyć makijaż (aczkolwiek słyszałam, że to kwestia sporna). Nie pozostawia na twarzy żadnej powłoczki, a makijaż wydaje się bardziej "świeży" :) Jak dotąd utrwalacz nigdy nie zapchal mojej skóry ani jej nie podrażnił. Szybko również wysycha na twarzy. Według mnie dobrze spełnia swoją rolę, czyli przedłuża trwałość naszego makijażu.


Szczerze mówiąc mogłabym dorzucić jeszcze kilka perełek do tego zestawienia, jednak ta piątka 
zasługuje na uznanie a o reszcie napiszę pewnie w osobnych postach, już niebawem :)


Co sądzicie o tych kosmetykach?
Jakie są wasze ulubione kosmetyki kolorowe?
Co najchętniej używałyście w minionym, 2016 roku?

pozdrawiam :)

piątek, 30 grudnia 2016

Unboxing - ShinyBox grudzień 2016

Baaaardzo długi czas minął, odkąd zamówiłam jakiekolwiek pudełko z niespodziankami kosmetycznymi. W związku z magią Świąt, grudniowym szałem zakupów postanowiłam zrobić sobie mały prezent w postaci jednego z dostępnych pudełek kosmetycznych i padło na ShinyBox. Zupełnie nie śledziłam tego "co w trawie piszczy", czyli jakie te pudełka mają recenzję i czego mogę się ewentualnie spodziewać. Chciałam zostać zaskoczona, i w sumie twórcom tego pudełka to się po części udało.

Opakowanie tego pudełka jest oczywiście w kolorach świątecznych, czyli butelkowej zieleni 
i pięknej czerwieni, możemy je schować pod choinkę i będzie się ładnie prezentować.


Na początku chciałabym zaznaczyć, że otrzymałam pudełko bez tzw. "produktów VIP" na które składało się dodatkowo : balsam do ciała Vianek (produkt pełnowymiarowy) oraz pomadka ochronna BIO Quiz 
(produkt pełnowymiarowy).

W pudełku - oprócz produktów niespodzianek - znalazłam kilka ulotek, rabatów do sklepów on-line i treści informacyjne oraz informację z tym, co znajdę w środku, co również Wam bliżej przedstawię.


Oleofarm, Len mielony (produkt pełnowymiarowy)
8,50 zł za 200 g
Wiele dobrego słyszałam o wpływie lnu na nasz organizm, a szczególnie na funkcjonowanie układu trawiennego. Tutaj len rekomendowany jest jako produkt do "przygotowania domowych maseczek do włosów lub twarzy", jednak ja również będę dodawać go do jedzenia, np. jogurtu z musli, soków warzywno-owocowych czy innych potraw.


Bispol, świece zapachowe
4,00 zł za opakowanie
Do mnie trafiła wersja "Grzane wino", ale również mogłam trafić na "Czekolada z wiśnią". Jest to miły dodatek "zapychacz", o ładnym, zimowym zapachu, który przywodzi na myśl świąteczny czas. 


Perfect Beauty by Ados, Mascara ZOOM LASH Extreme Black
6,30 zł za 12 g
Niestety mam w zapasie dwie nowe, ulubione mascary Eveline i nie wiem, kiedy skorzystam z tej :) Ciężko powiedzieć, czego mogę się spodziewać. Firmy nie znam, produkt bardzo tani więc tylko testowanie mi 
pozostaje :) Mam nadzieję, że po jego użyciu zostanie mi kilka rzęs!


Farmona, Ekstremalny krem dla sportowców SPF 50
11,50 zł za 50 ml 
Jak wyjęłam ten produkt z pudełka, pomyślałam "serio...?". Szczerze uważam, że to jeden z najsłabszych punktów tego pudełka. Sportowcem nie jestem, tym bardziej zimowym i na narty się nie wybieram. Ciężko "sprzedać" taki produkt, no ale wylądował w pudełku i sobie jest. Raczej oddam go w dobre ręce, 
nie planuję go używać.


Prosalon Professional, nawilżająca odżywka dwufazowa
12,00 zł za 200 g
Hm, muszę przyznać, że kiedyś lubiłam odżywki w spray'u i bez spłukiwania, ale się z nich wyleczyłam i już raczej nie powracam, bo mam wrażenie że obciążają moje włosy i dają znikome efekty. Mimo to zaryzykuję i wypróbuję ten produkt, mimo że wrażenia na mnie nie zrobił.


BioOleo cosmetics, Olej ze Słodkich Migdałów
60,00 zł za 30 ml
I to jest najmocniejszy punkt tego boxa. Mogłam znaleźć w pudełku również oleje: marula, avocado, argan, z nasion marchwi, macadamia czy jojoba. Cieszę się jednak z tego, bo nigdy nie miałam z nim do czynienia. Ciekawie pachnie a na okres zimowy planuję dodawać go do moich kremów. Postaram się również znaleźć w sieci informacje, na jakie sposoby mogę go zastosować w mojej pielęgnacji.


Constance Carroll, Vinyl Nail Polish
6,30 zł za 10 ml
W ulotce inforamcyjnej znajdziemy idealne zdanie "do tej edycji dołączony jest błyszczący odcień - idealny na Święta czy zabawę sylwestrową". Nie, nie i jeszcze raz nie. Okrutny brokat zawarty w tym lakierze jest nie do przejścia. Pomalowałam nim jeden paznokieć przy otwieraniu pudełka i po chwili go zmywałam. Kiepski pędzelek, fatalne smurzenie skreślają go zupełnie. Na zdjęciu wygląda przyzwoicie, ale w rzeczywistości 
niestety nie jest już tak kolorowo ..


Mieszadełko, Zestaw upominków do wykonania kosmetyków DIY
30,00 zł za zestaw
Jest to zestaw pięciu produktów do samodzielnego przygotowania np. balsamu do ciała, balsamu do ust, peelingu malinowego, odżywczo-nawilżającej maseczki do włosów lub serum olejowego. Bardzo ucieszyłam się z wiodącego zapachu, czyli maliny, którą uwielbiam. Myślę, że skupię się głównie na wykonaniu peelingu malinowego, bo jego jestem najbardziej ciekawa :) 


Podsumowując, tak na prawdę zadowolona jestem głównie z dwóch produktów, czyli z olejku ze słodkich migdałów BioOleo oraz zestawu składników do wykonania kosmetyków DIY Mieszadełko, które w mojej opinii uratowały to pudełko przed totalnym rozczarowaniem :) Reszta produktów, to takie "meh" jak w swoich filmikach mówi Maxineczka :) Myślę, że gdybym znała zwartość wcześniej nie skusiłabym się na to pudełko. Mimo to cieszę się, że będę mogła wypróbować produkty, których nigdy wcześniej nie używałam.


Co sądzicie o tym pudełku?
Zamawiacie ShinyBox'y ?

pozdrawiam :)

środa, 28 grudnia 2016

Nowości kosmetyczne - grudzień 2016

W tym roku grudzień - bynajmniej u mnie - bogaty był w nowości szczególnie te pielęgnacyjne. Jeśli już sobie coś wybierałam, to były to uzupełnienia kosmetyków "łazienkowych", a jeśli coś miało wylądować pod choinką - również prosiłam o konkretne produkty pielęgnacyjne. Z kolorówki w tym miesiącu (a dokładnie dziś :)) kupiłam pomadkę Maybelline w moim ukochanym kolorze Mystic Mauve, której zabrakło tutaj na zdjęciach.


W grudniowych nowościach kosmetycznych znalazły się dwa produkty, 
do których wracam i które już używałam wcześniej, a mowa tu 
o kremowym żelu do mycia Dermedic oraz o odżywce do cienkich i 
słabych włosów Aussie:)


Zacznę od produktu, który dostałam od marki Nivea podczas warszawskiego Eventu właśnie w tym miesiącu. Moim numerem 1 jak do tej pory była i jest kulka Vichy, jednak po otworzeniu tego opakowania jestem mile zaskoczona przede wszystkim zapachem produktu (nawet delikatnie przypominającego właśnie tego z Vichy). Dostałam również spray z tej samej linii zapachowej Invisible, który oddałam koleżance, bo wolę antyperspiranty w kulce. Producent obiecuje, że na ubraniach nie pojawią się ani białe ani żółte plamy
mam nadzieję, że ta obietnica będzie spełniona :)


Maski w płachcie to moja miłość. Cały czas próbuję nowych, żeby móc porównać efekty. W tym zestawieniu padł wybór na Moisture+Comfort maska kompres super nawilżenie i ukojenie marki Garnier oraz troszkę tańsza, czyli maska ujędrniająca Lomi Lomi z ogórkiem. Maska Garniera to koszt ok 9-10 zł, 
a Lomi Lomi ok. 5 zł. Nie znam żadnej, mam nadzieję, że tak jak poprzednie (z Garniera czy Skin79) dobrze nawilżą i wygładzą moją skórę, dając jej ukojenie :)


Z marką Markell Cosmetics spotykam się po raz pierwszy i jestem jej bardzo ciekawa. Postawiłam na krem pod oczy z ekstraktem ze śluzu ślimaka, który ma działać odżywczo i nawilżająco, a także wyrównać koloryt skóry, rozjaśnić sińce pod oczami. Kosmetyk zawiera w sobie również kwas hialuronowy, który ma za zadanie intensywnie nawilżyć skórę. Wszystko brzmi świetnie, a jak będzie to niedługo się przekonam :)


Jeśli jesteśmy w tematyce pielęgnacji okolic oczu, muszę wspomnieć o produkcie, który wpadł w moje ręce dzięki Mamie. Podarowała mi odżywczy fliud pod oczy marki Mary Kay z serii Timewise, który ma odświeżyć okolicę oczu, naładować ją energią. Producent podkreśla, że tego produktu mogą używać osoby noszące szkła kontaktowe. Produkt nie jest tani, bo jego cena katalogowa wynosi 129 zł, więc na pewno będę liczyła na fajne działanie. 


Produkt, który dobrze znam i używam od ok. roku to kremowy żel do mycia Hydrain Hialuro marki Dermedic. Żel przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej. Ja mam skórę normalną w kierunku mieszanej, ale ten żel jest ze mną każdego ranka i dobrze realizuje swoje zadanie. Jest on bardzo delikatny i przyjemny w użyciu, nie czuć po nim efektu ściągnięcia skóry, dobrze się rozprowadza i delikatnie myje skórę po wieczornej pielęgnacji, przygotowując ją na cały dzień :)


Produkty nieznanej mi dotąd marki Baylis&Harding dostałam w prezencie gwiazdkowym i już za chwilkę zacznę ich testowanie. Moja seria jest o zapachu słodkiej mandarynki i grejpfruta, czyli mieszanki zapachowo pobudzającej. W tym zestawie mamy żel myjący pod prysznic, masełko do ciała oraz sól do kąpieli. Najbardziej zadowolona jestem z soli do kąpieli, bo uwielbiam dodawać do wanny różne pachnące dodatki :)


Odżywka do cienkich i slabych włosów Aussie Aussome Volume Conditioner to produkt, o którym już wspominałam na blogu. Tym razem zakupiłam ją na promocji w Rossmannie, żeby wrócić do starego znajomego i przypomnieć sobie jej dobre działanie. Dzięki niej moje cienkie włosy dobrze się rozczesują, są ujarzmione i po prostu ładnie wyglądają :) Stosuję ją średnio co drugie mycie, na przemian 
z odżywką Johna Friedy.

  
Jeśli chodzi o włosy to na mojej półce w łazience znalazł się balsam-maska wzmacniająca marki Markell Cosmetics z serii Natural Line. W jej składzie znajdziemy olejek migdałowy czy oliwę z oliwek. Producent zaznaczył, że produkt jest wolny od parabenów, olejów mineralnych czy barwników. Może jej zapach nie przypomina masek z Kallosa, ale liczę na dobre działanie i odżywienie moich włosów zimową porą :)


Na koniec cukiereczek :) Czyli zestaw upominkowy w kształcie cukierka Snap marki Bomb Cosmetics. W środku znajdują się trzy, bardzo mocno pachnące kule do kąpieli. Jak na razie zużyłam już jedną i jestem zachwycona zarówno zapachem, kolorem jak i efektem nawilżenia skóry. 
Oby więcej takich prezentów w takich słodkich opakowaniach :)


Mam nadzieję, że wszystkie te prdukty za jakiś czas trafią do kategorii ulubieńców bądź chociaż 
będę mogła do nich powrócić przy kolejnych zakupach :)

Co sądzicie o tych produktach?
Które z nich znacie?


pozdrawiam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...