środa, 30 grudnia 2015

Ulubieńcy 2015 cz.2

Cześć! Dziś ostatni post w "starym" roku i czas na drugą część ulubieńców 2015 roku. Tym razem pokażę wam moją piątkę kosmetyków kolorowych, które podbiły moje serce i używam ich regularnie.


Każdy z tych produktów przewijał się na moim blogu minimum raz, 
niektóre kilkakrotnie, więc część na pewno morzecie już kojarzyć :)


Zacznijmy od produktu do ust, czyli od pomadki Bourjois Rouge Edition w kolorze 04. Ogólnie muszę przyznać, że ten rok obfitował u mnie w wiele ciekawych kolorów, znlazłam kilka perełek, a ta jest jedną z nich. To klasyczny, przydymiony róż - kolor bardzo uniwersalny, pasujący do wielu makijaży. Nosiłam i noszę go bardzo często, ślicznie prezentuje się na moich ustach, nie wysusza ich (co czasem zdarza się przy Bourjois REV) oraz dość długo utrzymuje. Jeśli chcecie poczytać o niej więcej, zapraszam do mojego posta z maja TU.


Wiem, że ulubieńcem wielu dziewczyn jest Camouflage z Catrice. Ja dotąd jeszcze się na niego nie skusiłam, ponieważ korektor Collection Lasting Perfection w odcieniu 1 Fair spełnia moje oczekiwania. Mimo, że jest trudno dostępny (w Polsce głównie przez allegro) oraz lubi czasem rozgościć się w naszych zmarszczkach mimicznych - uwielbiam go. Za co? Za kolor, trwałość, krycie, aplikator i formułę. Znalazł się u mnie na blogu m.in. w ulubieńcach sierpnia TU.


Puder to dość ważna kwestia w codziennym makijażu. Odkąd posiadam puder w kompakcie Microsmooth od Sephory mogę "spać" spokojnie :) Właśnie zorientowałam się, że mam go ponad pół roku a zużycie jest na prawdę niewielkie, mimo że używam go niemal codziennie. Tak więc jest wydajny, praktycznie bezzapachowy, świetnie wyrównuje koloryt twarzy, matowi ją, jednak nie nadaje naszej cerze sztucznego efektu. O nim również pojawił się osobny post na moim blogu TU .


Ten tusz do rzęs na moim blogu pojawiał się na prawdę często. Jest on niekwestionowanym odkryciem tego roku - dobra cena, dobra jakość, łatwo dostępny. Mowa tu o Extension Volume Eveline Cosmetics. Myślę, że osoby które marzą o grubych, ciężkich rzęsach na pewno nie będą z niego zadowolone, jednak jeśli szukacie tuszu w rozsądnej cenie, który dobrze rozczesuje i wydłuża rzęsy, posiada ładny i głęboki kolor czerni oraz nie robi nam grudek i nie osypuje się - cóż, mogę polecić bez mrugnięcia okiem :)


Na koniec mój ulubiony, już lekko pozdzierany róż do policzków Hot Mama! The Balm. Ogólnie mam bardzo mało róży, gdyż ciężko się je zużywa, a Ja nie potrzebuję ich wiele. Większość moich makijaży w tym roku została wykonana za pomocą m.in. właśnie tego kosmetyku. Jest do produkt o bardzo dobrej pigmentacji, jednak gdy potrafimy się nim posługiwać, to na pewno nie zrobi nam krzywdy. Długo utrzymuje się na naszej skórze, nie "rozchodzi się" po całej twarzy, wygląda świeżo i promiennie. 


To wszyscy moi ulubieńcy - jeśli chcecie podzielić się opiniami na ich temat - zachęcam do zostawiania komentarzy pod postem. 
A jakie są wasze ulubione produkty kolorowe mijającego roku?


Życzę Wam
Szampańskiego Sylwestra
Szczęśliwego Nowego Roku
I do zobaczenia w 2016!

niedziela, 27 grudnia 2015

Ulubieńcy 2015 cz.1

Cześć! Witajcie po świętach - ten czas upłynął tak szybko, ale cóż - za chwilkę nastąpi szał sylwestrowo-karnawałowy :) Dziś ze względu na to, że obecny 2015 rok dobiega końca, przychodzę do was z moimi ulubieńcami ostatnich 12 miesięcy. Część 1 obejmuje produkty pielęgnacyjne plus jeden zapach.


Ok, może przesadziłam z okresem 12 miesięcy, bo niektóre z nich są ze mną o wiele krócej :) Niemniej jednak chciałabym się z wami podzielić, co uważam za odkrycia tego roku. Muszę przyznać, że wybór nie był jednoznaczny, a gdy uzbierałam tą "piątkę" sama byłam nią zdziwiona - zaraz bliżej wam ją przedstawię.


Ulubionych maseczek mam kilka. Zarówno te drogeryjne jak i bardziej naturalne. Jak wiecie, ostatnio zaczęłam testować maseczki z Rival de Loop i jak na razie jestem z nich bardzo zadowolona. Czasem sięgam po maseczki Dermiki czy peelingi enzymatyczne, przy których bardzo często uzyskuję efekty maseczkopodobne. Jednak dziś postanowiłam być wierna maseczkom Ziaji - są to produkty tanie, łatwo dostępne i świetnie spełniające swoją rolę. Jest kilka wersji, moją ulubioną chyba nadal jest "zielona" jednak zarówno jak tą wyżej - lubię je wszystkie.


Pomadki do ust od zawsze były ważną kwestią w mojej pielęgnacji. Usta mam stosunkowo suche, lubiące pierzchnąć na zimnie. Nie zadowolą się "byle czym", co niejednokrotnie mi udowadniały. Jednak ten produkt polubiły od razu i są mu wierne cały czas. Mowa o odżywczej pomadce z peelingiem z Sylveco - pisałam na jej temat recenzję w maju TU . Nawet dziś postanowiłam jej użyć, gdyż suche powietrze od kaloryferów jest okrutne, ale mój mały pomocnik zawsze jest obok:)


W tym roku ciężko było mi uchwycić idealny krem dla mojej cery, zarówno na dzień jak i na noc, Cały czas poszukuję czegoś nowego. Ciężko jest głównie z kremami na noc, jednak w tym wypadku odkryłam takie o to maleństwo, który wzbogaca moją nocną kurację średnio 1-2 razy w tygodniu. Mowa tu o kwasie hialuronowym. Nie spodziewałam się, że różnica "z/bez" może być tak znacząca. Polecam osobom, które zmagają się zarówno z przesuszoną, jak i odwodnioną skórą, ale też tym, których twarz wymaga takiego "super pstryczka" na pobudzenie:)


Seria Ziaji "Liście Manuka" miała swoje złote 5 minut, teraz już rzadko można o niej usłyszeć. Ja z tej serii wyciągnęłam jeden produkt, który stosuję codziennie rano - jest to tonik zwężający pory na dzień/na noc do skóry normalnej, tłustej i mieszanej. Opis na toniku to taki "misz masz", a jeśli coś jest do wszystkiego, to jest.... :) No ok, może nie w tym przypadku. Tonik stosuję po każdym porannym myciu twarzy jako taką mgiełkę odświeżającą już bardzoo długo. Lubię ten lekki efekt, kojarzy mi się z wodą termalną, ale już tak się przyzwyczaiłam do tego produktu, że na razie nie zastąpię go na żaden inny. Duży plus za fajną pompkę!


Na koniec zapach, który jest ze mną od dość krótkiego czasu, ale...jest tak piękny, tak uroczy i taki totalnie mój, że każdego dnia jestem szczęśliwa, gdy mogę go użyć - czyli Jimmy Choo Illicit. Jego recenzja również pojawiła  się na moim blogu TU. Myślę, że znalezienie zapachu idealnego jest bardzo trudne, jednak ten jest temu bardzo bliski. Mam nadzieję, że mi się nie znudzi, bo na razie jestem nim totalnie oczarowana.

To wszyscy moi ulubieńcy 2015 roku, niedługo pokażę Wam również kolorówkę:)
Co sądzicie o tych produktach? Jakie są wasze ulubione kosmetyki mijającego roku?

Pozdrawiam!

sobota, 19 grudnia 2015

Grudniowe nowości kosmetyczne

Cześć! Dziś chciałabym pokazać wam moje zakupy poczynione w ostatnich tygodniach :) Grudzień stał się ciężkim okresem dla mojego portfela - prezenty, bilety, wyjazdy no i właśnie kosmetyki, które za chwilkę wam bliżej przedstawię :)


Trochę pielęgnacji zarówno do twarzy jak i do włosów, 
kolorówkę dumnie reprezentuje tutaj paletka MUR oraz pędzle ! 



Ok, to na początek pędzle :) Ich zakup zawsze budzi u mnie wiele radości - może dlatego, że kupuję je stosunkowo rzadko.
Dwa pierwsze (od lewej) to pędzle Hakuro, na których jak dotąd się nie zawiodłam i jestem z nich zadowolona. Tym razem skusiłam się na H50S - czyli Flat Top do nakładania podkładu, wykonany z włosia syntetycznego oraz H15 do konturowania twarzy (Ja będę go używać do aplikacji rozświetlacza bądź różu) również wykonany z włosia syntetycznego. 
Trzecim pędzlem jest Zoeva 109 Face Paint, który kupiłam z myślą o aplikacji bronzera. Na żywo wydał mi się trochę mniejszy, niż się spodziewałam, mam nadzieję,
 że dobrze będzie współpracował :)


Postanowiłam się skusić na 3 różne maseczki Rival de Loop - odkryłam je dzięki Lady Chwila i mam nadzieję, że również je polubię. Są tanie (kupiłam je dodatkowo na promocji) i są to maseczki wegańskie, co można również uznać jako plus. Jakiś czas temu miałam jedną z nich (chyba czerwoną) i zrobiła na mnie dobre, pierwsze wrażenie :)


Postanowiłam również dać szansę rossmannowym produktom, jeśli chodzi o pielęgnację okolic oczu. Rival de Loop Regeneration krem pod oczy zamknięty jest w 15ml tubce i przeznaczony jest do bardzo suchej skóry - zawiera komórki z dyni i olej arganowy (kosmetyk wegański). Skusiłam się także na  kapsułki pod oczy z tej samej serii (7 szt.), które również przeznaczone są do bardzo suchej skóry okolic oczu, zawierają ekstrakt z alg, witaminę A i E.


Mały przerywnik kolorówkowy :) Ostatnio staram się jak najmniej kupować kolorowe kosmetyki, jednak czasem przyjdzie taki dzień, gdy nie potrafię się oprzeć! Tym razem przy zamówieniu na stronie internetowej, wrzuciłam do koszyka paletkę MUR Iconic 1 - to totalnie moje kolory, większość cieni jest błyszcząca, z drobinkami. Paletka nie posiada lusterka, dołączony jest za to aplikator do cieni, z którego nie skorzystam (często nawet je gubię). Jej koszt to ok. 20 zł, więc myślę, że za tyle kolorów warto - mam nadzieję, że z pigmentacji będę równie zadowolona:)


Będąc w Rossmannie wiele razy zapominałam o tym jednym produkcie :) Mowa tu o wodzie brzozowej z Isany. Widziałam ją u kilku dziewczyn na blogach i postanowiłam dać jej szansę - zależy mi na pielęgnacji włosów, więc liczę że ten kosmetyk mi w tym pomoże. Pojemność to 500ml, więc pewnie starczy na długo.


Pomadki z Nivea używam od bardzo dawna, często zmieniam rodzaj/zapach, co nie znaczy, że zawsze byłam z nich zadowolona. Tym razem skusiłam się na pure&natural z mlekiem i miodem, którą niebawem odpakuję i będę stosować :) Obok znajduje się jeden produkt z B&BW, czyli kolejny żel antybakteryjny midnight pomegranate - bardzo lubię te produkty, a ten zapach od samego początku mi się podoba i chętnie do niego powracam.


Na koniec lipowy płyn micelarny z Sylveco. Tym razem również skusiłam się na ten produkt po wielu pochlebnych opiniach w sieci, a że niedługo kończy mi się obecny z Sephory to postanowiłam wypróbować coś nowego w mojej pielęgnacji. Ma krótki skład, wyciąg m.in. z lipy szerokolistnej, aloesu zwyczajnego oraz hydrolizowane proteiny owsa.


To byłyby wszystkie produkty, które wpadły ostatnio w moje ręce :)

Co o nich sądzicie? Znacie wyżej wymienione produkty? 
Jeśli tak - chętnie się dowiem o nich czegoś więcej :)

Pozdrawiam! 

środa, 16 grudnia 2015

TAG: kierowcą być!

Cześć, dziś przychodzę do Was z TAGiem, który nie ukrywam: jak tylko go zobaczyłam, koniecznie chciałam mieć u siebie :) Tak więc zaczynamy!
1. Za którym razem zdałaś prawo jazdy?
Na wejściu mogę się pochwalić - za 1 :) Miałam wspaniałego instruktora oraz trafiłam na fajnego egzaminatora.
2. Ile lat masz już prawo jazdy?
W październiku minęło 5 lat.
3. Jakie kategorie prawa jazdy posiadasz?
Posiadam prawo jazdy kategorii B (i nie planuję innych).
4. Jakim samochodem odbyłaś swoją pierwszą samodzielną jazdę?
Ford Escort.
5. Za co dostałaś pierwszy mandat?
Za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Dawno i nie prawda :)
6. Twój ulubiony zapach do samochodu.
Nie posiadam ulubionego. Ogólnie nie przywiązuję dużej do tego wagi, jeżeli już - wybieram delikatne, nie duszące zapachy.
7. Jaki rodzaj muzyki słuchasz jeżdżąc autem?
Ojj różny. Czasem zabieram ze sobą swoją playlistę, czasem słucham radia, lubię RMF Maxxx, Rmf Fm albo Eskę Rock.
8. Co jest dla ciebie "Must Have" w twoim aucie?
Klimatyzacja, radio, "skrobaczka" zimą, woda niegazowana, szmatka do przecierania szyb, ręczniki papierowe.
9. Jak często sprzątasz swoje auto?
Akurat tym się nie zajmuje :P
10. Jaka była twoja najdalsza podróż samochodem jako kierowca?
Skierniewice (woj. łódzkie) - Jastarnia.
11. Czy zdarzyło ci się kiedyś złapać gumę i zmieniać przebitą oponę?
Na szczęście nie.
12. Mapa papierowa czy nawigacja?
Jestem konserwatystką w tym temacie :) Wychowałam się na mapach papierowych i nadal chętnie z nich korzystam, jeśli chodzi o dłuższe trasy. Jazda po dużych miastach, np jak Warszawa czy Łódź skłania mnie jednak do użycia nawigacji.
13. Czy lubisz podróżować jako pasażer?
Pewnie, że tak - ale tylko z przodu :)
14. Preferujesz spokojna czy szybką jazdę autem?
Preferuję umiarkowaną jazdę w kierunku do szybszej, jednak cały czas staram sięmyśleć zdroworozsądkowo, na pewno nie szaleję :)
15. Czy zawsze zwracasz uwagę na znaki?
Staram się, jednak w moim mieście często jeżdżę "na pamięć", to chyba domena większości kierowców.
16. Co najbardziej denerwuje cie u innych kierowców?
Tu mogłabym opisać milion przypadków. Nie lubię braku świadomości u kierowców - często tracą kontakt z rzeczywistością np. na autostradach. Nie lubię też typowej "zawalidrogi" - jedzie najwolniej, ale też nie przepuści :) I nie lubię złośliwości kierowców - to często gubi, Ja wolę zdenerwować się w sobie, niż pokazywać to innym, do niczego to nie prowadzi, jedynie do zagrożenia na drodze.
P.S. Panowie, to że kobieta was wyprzedza nie jest końcem świata :)
17. Jaką porą roku najbardziej lubisz jeździć autem i dlaczego?
Wiosną i latem. Na pewno dlatego, że są długie dni, a też krajobraz staje się przyjemniejszy dla oka.
18. Jazda w dzień, czy w nocy?
Ze względu na oczy - w dzień!
19. W czasie upału otwarta szyba czy klimatyzacja?
Klima, klima i jeszcze raz klima.
20. Jaki jest twój wymarzony samochód?
Zanim miałam prawo jazdy kochałam się w dużych samochodach, typu Nissan Navara :) Dziś nie pogardziłabym np. Audi A5 Coupe :)

I to koniec moich samochodowych zwierzeń - jakie są wasze spostrzeżenia na temat bycia kierowcą? Macie prawo jazdy, lubicie jeździć samochodem? :)

Pozdrawiam!

niedziela, 13 grudnia 2015

Trochę słońca, czyli Vita Liberata Luxury Tan, Self Tanning Gradual Lotion Suiuts All Skin Tones

Cześć! Dziś u mnie za oknem wyjątkowo szaro i ponuro, wiatr szaleje, zamiast śniegu pada deszcz. Niby mamy grudzień i za chwilę będziemy cieszyć się świętami, to pogoda wyjątkowo do tego nie nastraja :) Jeśli chcemy jednak przypomnieć sobie cieplejsze i słoneczne dni warto sięgnąć po jeden kosmetyk... :)


Kilka słów od opisu na temat lotionu :


Luksusowa formuła lotionu zawierająca Aloe Vera oraz Masło Shea łagodzi i intensywnie nawilża skórę równocześnie nadając  jej  stopniowy i delikatny efekt muśnięcia słońcem który utrwala się w ciągu 4 - 8 godzin. 


Regularne stosowanie produktu pozwala utrzymac bądź pogłębić uzyskany rezultat.

Moisture Locking System utrzymuje nawilżenie skóry do 72 h, technologia Odour Remove pozbawia preparat przykrego zapachu zaś składniki organiczne sprawiają, że opalenizna zanika w równomierny sposób.

Pojemność: 
200ml

Główna strona internetowa : [klik]




Produkt zamknięty jest w białej tubce o pojemności 200ml. Po otwarciu ukazuje się nam biały, o średniej gęstości lotion. Byłam zdziwiona, bo praktycznie nie przypomina zapachu tradycyjnego samoopalacza, z czego bardzo się ucieszyłam:) Tak jak wyżej zostało to przedstawione - jest to zasługa technologii Odour Remove. 


Produkt otrzymałam łącznie z rękawicą, służącą do aplikacji produktu. Nigdy przedtem przy stosowaniu samoopalaczy nie używałam takich "gadżetów", które okazują się niezwykle pomocne. Rękawica jest wykonana z przyjemnego materiału, bardzo dobrze radzi sobie z nałożeniem produktu. Jest to idealne uzupełnienie, które dotąd było mi nieznane :) Rękawica na stronie Sephory kosztuje 29zł.


Najważniejszym aspektem przy używaniu tego lotionu była dla mnie trwałość, kolor na skórze oraz sposób, w jaki produkt "znika". 
Chciałabym zaznaczyć, że przed użyciem tego lotionu (jak i innych samoopalaczy), zawsze robię peeling ciała - wtedy produkt zawsze lepiej wygląda i przyjemniej się aplikuje na skórze.
Trwałość jest na prawdę dobra - od 3 do 5 dni! Szkoda, że nie mogę wam pokazać zdjęć, które próbowałam zrobić, jednak nie udało mi się tego efektu "na żywo" uchwycić. Jednak polecam zajrzeć do innych dziewczyn, testujących produkty Vita Liberata - mówią one same za siebie:)
Dodam, że jeśli macie tak jasną skórę, jak Ja - jedna warstwa jest wystarczająca do uzyskania subtelnej opalenizny.
Rozpłynę się również nad tym, jak produkt "znika" po aplikacji. Na szczęście nie robi nam plam na skórze - co zdażyło się przy innych produktach. Nie zmienia również barwy na sztuczną, pomarańczową czy lekko szarawą (co również się u mnie zdarzało).


Pewnie jesteście ciekawe minusów:) Ciężko mi się przyczepić do czegokolwiek, jeśli chodzi o sam produkt, nawet skład jest dobry i zaskakujący! Minusem dla niektórych może być cena - lotion na stronie Sephory kosztuje 79zł - cena jest kwestią indywidualną, to zależy od was. Dostępność jest również ograniczona - kosmetyki możecie dostać w Sephorze
Jeśli chcecie zainwestować w dobrej jakości lotion samoopalający - polecam.

Znacie produkty Vita Liberata? Co o nich sądzicie? Jakie są wasze ulubione samoopalacze? 
Jakie ich formy lubicie? 

Pozdrawiam!


Post powstał przy współpracy z marką Vita Liberata, 
co nie wpłynęło na moją rzetelną opinię na temat produktów tej marki.


niedziela, 6 grudnia 2015

Projekt denko - październik/listopad 2015

Cześć! Z małym poślizgiem chciałabym się pochwalić wam moim kolejnym postem z serii "projekt denko" :) Kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych jak i kolorowych trochę się ubierało, a muszę przyznać, że już kilka kolejnych pustych opakowań jest w mojej torbie na grudzień :)



Zacznę może od mojego ulubionego duetu do pielęgnacji jamy ustnej - postanowiłam tutaj wspomnieć o paście i płynie do płukania ust meridol dlatego, ponieważ uważam te produkty idealne dla osób z wrażliwymi dziąsłami. Moje właśnie takie są i ten zestaw jest ze mną niezmiennie już od ponad roku i na razie nie planuję z niego zrezygnować :)


Teraz coś dla włosów:) Szampon head&shoulders (tu wersja apple fresh) to moja podstawa od kilku lat. Stosuję go średnio 1-2 w tygodniu, na zmianę z innym szamponem. Lubię go, ponieważ dobrze oczyszcza nasze włosy oraz chroni przed łupieżem (lub się go pozbywa, gdy się pojawi). Minusem, jaki zauważyłam, to szybciej od innych szamponów wypłukuje kolor (farbę). Drugim produktem jest mój ulubieniec jeszcze z wakacji - Beachblonde John Frieda. Jako szampon na lato - świetny, odświeżający, dający uczucie lekkości. Jesienną porą dużo rzadziej jednak go stosowałam i dopiero niedawno się rozstaliśmy. 


Kolejny duet to lidlowe żele pod prysznic Cien - Lime Kick&Orange. Muszę przyznać, że bardzo lubię żele z Lidla - spełniają swoją rolę za bardzo niską cenę, do tego jest zawsze kilka fajnych zapachów do wyboru. Zarówno Lime Kick i Orange budzą u mnie letnie wspomnienie, jednak jeszcze jesiennią spisywały się równie dobrze:)


Plastry z woskiem do depilacji twarzy Tanita wpadły mi w ręce już bardzo dawno, jednak dopiero w październiku je skończyłam (miałam kilka różnych opakowań i chyba dlatego). Są to standardowe, niczym nie wyróżniające się plastry, spełniające swoje zadanie, plus za to że nie podrażniły mojej skóry. Kolejny to odżywczy krem do rąk Evree, który pokazuję na blogu do znudzenia - nie wiem kiedy się rozstaniemy, ostatnio znów kupiłam tą różową tubkę, uwielbiam! "Trójkę" zamyka tradycyjne polskie szare mydło (zakup z Rossmanna), które wykorzystuję do mycia moich pędzli i w tej roli spisuje się świetnie.


W połowie listopada wyskrobałam do cna ze słoiczka krem do twarzy Idealia Vichy. Muszę przyznać, że na początku byłam nim zachwycona, jednak im dalej w las tym moja skora coraz bardziej się do niego "przyzwyczaiła" i jego zalety jakby się ulotniły. Mimo to, będę go mile wspominać - dobrze współgrał z moim podkładem, szybko się wchłaniał i miał bardzo ładny, delikatny zapach (opakowanie też przypadło mi do gustu). Kolejny krem to Hydreane Extra Riche La Roche-Posay, który wydał mi się po dłuższym czasie stosowania tylko powierzchownie nawilżający moją skórę, nie był to efekt, jakiego oczekiwałam. Stosowałam go wyłącznie na noc, gdyż bardzo długo się wchłaniał i zostawał tłusty film na twarzy. Plusem tego kremu na pewno było to, że koił moją skórę, nie podrażniał jej i nie zapychał a także był bardzo wydajny.


Płyn do demakijażu oczu Bourjois to ciekawa propozycja dla osób, które chcą się polubić z "dwufazówkami" a nie są do tego przekonane. Ja posiadam oczy wrażliwe i nie cierpię, gdy tego typu produkt powoduje dodatkowo mgłę na oczach przy aplikacji. W tym wypadku nic takiego się nie dzieje, poza tym ten płyn dobrze usuwa makijaż i jest wydajny. Kolejny produkt to naturalny olejek myjący do cery naczynkowej - produkt, dzięki któremu powróciłam do regularnego stosowania olejów w pielęgnacji, świetnie usuwa makijaż, skóra po jego użyciu jest przyjemna i nawilżona, nie pozstawia żadnej tłustej warstwy i nie podrażnia oraz (co ważne!) nie zapycha porów.


Teraz dwa pachnidełka :) Piewszym z nich jest typowo wakacyjny spray - Beyonce Heat Rush. Muszę przyznać, że nie pamiętam, ile czasu gościł na mojej komódce, jednak w końcu go zużyłam i nie planuję powrotu, jednak na porę letnią jest ok. Drugi zapach to mój ulubieniec - CK,Euphoria Forbidden - bardzo ładny, kobiecy i zmysłowy zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze i nie jest duszący. Stosowałam go głównie jako zapach na codzień.


Tusz do rzęs Eveline Extension Volume to klasyka w mojej kosmetyczce - głęboka czerń, ładne rozdzielenie i wydłużenie rzęs, delikatnie pogrubienie bez efektu sklejenia, brak osypywania się. Dalej mamy korektor Colletcion 2000, Lasting Perfection który jest również podstawą w moim codziennym makijażu. To było moje pierwsze opakowanie i używam już kolejne:) Lubię go za kolor, trwałość, dobre krycie i wydajność. Minusem jest to, że lubi wchodzić w zmarszczki mimiczne. Na koniec - odżywka do paznokci Eveline 9w1 total action - mam do niej mieszane uczucia, niby podoba mi się jej delikatny kolor, niby fajnie się rozprowadza i szybko wysycha, jednak efekt "odżywienia paznokci" jest w moim przypadku dość znikomy, szczególnie po dłuższym czasie stosowania. Obecnie zaczęłam używać dzięki poleceniu jednej z Was odżywkę Herome :)

I to wszyscy zdenkowani - czas robić miejsce następcom :) Co sądzicie o tych produktach? 

Pozdrawiam :)

czwartek, 3 grudnia 2015

Niekosmetyczni ulubieńcy miesiąca - listopad 2015 + Instagram

Cześć! Wiem, że już wiele z was nie chce wracać wspomnieniami do poprzedniego miesiąca, ciesząc się grudniem, zbliżającymi się świętami i szaleństwem zakupów - Ja również temu ulegam, jednak staram się w jak najmniejszym stopniu :) Dziś chciałabym wam - po raz pierwszy na moim blogu - przedstawić niekosmetycznych ulubieńców listopada :)


W moim zestawieniu znalazły się:
 dwie książki, coś do picia - czyli biała herbata i coś dla ucha - czyli płyta:)


Nigdy nie przepadałam za herbatą, oprócz typowo zimowych wieczorów, gdy lubię spędzić czas pod kocem z kubkiem czegoś ciepłego w ręku :) Rzadko również powracam do tej samej herbaty - lubię eksperymentować z różnymi smakami/dodatkami, czy odmianami herbat. W listopadzie gościła u mnie najczęściej biała herbata z tajską cytryną i kwiatem granatu marki Big-Active, która zadowoliła wystarczająco moje kubki smakowe. Świetnie smakuje (bez innych dodatków), piję ją zarówno w pracy jak i w domu :)


Tematy muzyczne są mi bardzo bliskie od dziecka (kiedyś chciałam zostać piosenkarką, szkoda, że nie szło to w parze z moim "domniemanym talentem" :D). O muzyce - moich upodobaniach, mogłabym pisać i pisać, jednak nie w tym rzecz i nie o tym mowa. W listopadze światło dzienne ujrzała płyta Dawida Podsiadło - wielu kojarzy go z X Factora, część została z nim do dzisiaj (w tym Ja). Płyta "Annoyance And Disappointment" to kwintesencja wszystkiego, czego szukam w muzyce - dojrzałości, a zarazem pewnej świeżości i lekkości, wspaniałych brzmień, głosu - który jest świadomy swojej wartości i w końcu muzyki i tekstów, które tworzą idealną dla mnie całość. Ta całość w wykonaniu Dawida moim zdaniem jest strzałem "w 10", a na obecne długie wieczory... jak znalazł!


Przechodzimy do książek. Wstyd się przyznać, ale książek czytam bardzo mało, jeśli już - często wybieram właśnie takie, jak te dwie obecne :) "Magia sprzątania" Marie Kondo pokazuje nam domowy świat w trochę innych barwach, otwiera nam oczy na sprawy, które dotąd bagatelizowałyśmy bądź zwyczajnie nie zwracałyśmy na nie uwagi. Pokazuje, jak łatwiej żyć we własnych czterech ścianach :)


Drugą książkową propozycją jest "Elementarz Stylu" Kasi Tusk. Jeśli śledzicie Jej bloga, to na pewno się nie rozczarujecie. Mam wrażenie, że jest to wydanie "papierowe" właśnie tego bloga, do którego regularnie zaglądam. Książka jest ładnie oprawiona, posiada baaaardzo dużo dobrych zdjęć oraz ciekawe wskazówki. Czasem porównuję ją do "Slow Fashion", którą swoją drogą uwielbiam i jest to dla mnie nr 1 w tym zakresie. Mimo to, jeśli jesteście fankami bloga makelifeeasier.pl, lubicie prostotę i elegancję w jednym, szukacie ładu i równowagi w swojej szafie - myślę, że warto po nią sięgnąć:)


Na koniec z ogłoszeń drobnych : jestem na INSTAGRAMIE - jeśli tylko chcecie mnie odwiedzić, lub być ze mną na bieżąco - serdecznie was zapraszam [klik]

pozdrawiam ! :)

niedziela, 22 listopada 2015

Zapach z klasą - Jimmy Choo Illicit

Cześć! Temat perfum i ogólnie zapachów, jakie na sobie nosimy i które nas w pewien sposób reprezentują jest całkowicie indywidualny. Chyba nie słyszałam o perfumach idealnych, w których każda kobieta byłaby zakochana po uszy, lub przeciwnie - gdyby dany zapach był zadeptany i zrównany z ziemią. Ja w temacie perfum/wód toaletowych itp. jestem typowym poszukiwaczem. Eksperymentowałam z wieloma woniami, z różnych kategorii i półek cenowych. Dziś przyszedł czas na kolejny z nich :)


Na początku wspomnę, że te perfumy zakupiłam na mini targach kosmetycznych w biurowcu w Warszawie, w którym pracuję. Pierwszy raz spotkałam się z taką akcją, ale na pewno było to miłe urozmaicenie :) Również wtedy pierwszy raz spotkałam się z tym zapachem, który pani obsługująca określiła jako "zapach dla kobiety, która ma odwagę wskoczyć w szpilkach do oceanu" - po powrocie do domu i zobaczeniu reklamy Illicit na YT wszystko było już jasne:)



Nuty zapachowe:
Nuta głowy: imbir, gorzka pomarańcza
Nuta serca: róża, jaśmin wielkolistny
Nuta bazy: żywica bursztynowa, miód, drzewo sandałowe


Muszę przyznać, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dzięki temu, że mamy obecnie jesień, a niebawem czeka nas zima jestem bardziej skłonna otulać się mniej owocowymi, trochę cięższymi zapachami. Gdy tylko go poczułam, wiedziałam że zostaniemy nierozłączni. To zapach, który kojarzy mi się z elegancją, nutą wyrafinowania, ale też pewnością siebie, czego czasem nam - kobietom - brakuje, Ciężko mi porównać go do innego klasyka, aczkolwiek może jego nuty zakrawają delikatnie o Miss Dior. 
Kolejnym aspektem jest jego trwałość, która jak dotąd mnie nie rozczarowała - pachnie długo, mogę powiedzieć że wyczuwam go spokojnie 3/4 dnia. Wieczorem, gdy zdejmuję ubrania nadal go na nich delikatnie wyczuwam.
Chciałabym dodać, że pojemność, którą posiadam to 60 ml i kosztuje ok. 185 zł - jednak z tego, co widziałam w sieci obecnie ciężko go dostać na polskich stronach (jest to zapach z 2015 roku), ale w jednym czy dwóch sklepach internetowych widziałam ten zapach (w podobnej cenie) :)

Znacie Jimmy Choo Illicit ? A może inne zapachy Jimmy Choo? Co o nich sądzicie?
Jakie są wasze ulubione perfumy lub wody toaletowe?

Pozdrawiam :)

niedziela, 15 listopada 2015

Ananasowy peeling enzymatyczny z ekstraktem z wierzby

Cześć! Dziś przyszedł czas na rozliczenie się z produktem, który zaciekawił kilka z was, gdy dodałam post z  małym zamówieniem wrześniowym :) Mowa tutaj o zupełnej nowości pośród kosmetyków do mojej pielęgnacji twarzy, czyli o ananasowym peelingu enzymatycznym z ekstraktem z wierzby.


Skład :
Talc, Oryza Sativa (Rice) Starch, Ananas Sativus Extract (Bromelain) , Salix Alba Extract, Hydrolyzed Oat Protein, Sodium Carrageenan , Algin , CI 77891 (Titanium Dioxide) , Sodium Carboxymethyl Starch , Lactose, Parfum (Fragrance) , Papain, Silica , Ascorbic Acid, Maris Aqua (Sea Water/Eau de Mer)

Waga :
30g


Od producenta :
Zestaw zawiera wszystkie składniki potrzebne do wykonania peelingu enzymatycznego z ekstraktem z ananasa standaryzowanym na zawartość bromelainy 250 GDU, papainą oraz ekstraktem z wierzby białej, hydrolizowanymi proteinami owsianymi oraz witaminą C.

Peeling ma postać proszku o delikatnym zapachu, którego aktywacja następuje dopiero po dodaniu hydrolatu, toniku lub wody  -  bromelaina i papaina w środowisku wodnym są stabilne tylko przez bardzo krótki czas, dlatego maseczkę należy zaaplikować tuż po przygotowaniu.

Po peelingu skóra jest dokładnie oczyszczona, rozjaśniona i wyraźnie wygładzona, a pory skóry zwężone. Regularne stosowanie peelingu enzymatycznego  – 1-2 razy w tygodniu, powoduje wyraźne spłycenie zarówno płytkich jak też głębokich zmarszczek, poprawę struktury i elastyczności skóry. Maseczka poprawia przenikanie składników czynnych z aplikowanych  kosmetyków. 

Zgodnie z najnowszymi badaniami, efekty działania peelingów enzymatycznych są porównywalne do działania kwasów AHA, przy zdecydowanie mniejszym podrażnieniu.

Ananasowy Peeling Enzymatyczny nie zawiera ścierających cząsteczek jest więc wyjątkowo łagodny nawet dla cery wrażliwej, naczyniowej, z trądzikiem różowatym.


        Ten peeling enzymatyczny zakupiłam na jednej ze stron internetowych w połowie września (stąd więc data na opakowaniu - pierwsze otwarcie produktu 20-09-2015 i dodajemy tu 6 miesięcy ważności, czyli mogę się nim jeszcze trochę nacieszyć :) ). 
Baza peelingowa po zmieszaniu z ekstraktami i proteinami owsianymi jest w kolorze białym o konsystencji pudrowej, o bardzo specyficznym, dość intensywnym zapachu.
Ja - osoba o skórze wrażliwej - zgodnie z zaleceniami produkt na swojej twarzy trzymam od 4 do  5 minut (ważne, aby nie pozwolić maseczce całkowicie zaschnąć na naszej twarzy). Czemu tak krótko? Wtedy zauważam najlepsze rezultaty - skóra jest miękka, przyjemna w dotyku, oczyszczona ale i odprężona. Muszę przyznać, że jeszcze po żadnym peelingu nie byłam tak zadowolona z rezultatu.
Taka przyjemność gości u mnie 1-2 w tygodniu:) 
Peeling możemy mieszać zarówno z wodą, jak i z tonikiem czy wybranym hydrolatem (wyjątek stanowi hydrolat różany) - to już zależy od naszych osobistych preferencji - ja łączę go albo z tonikiem albo z wodą.
Obecnie peeling w sieci kosztuje 14,50 zł za 30g produktu. 
Moim zdaniem to fajne odkrycie w ostatnim czasie i na pewno, gdy skończę obecne opakowanie zaopatrzę się w kolejne :) Nie sądziłam, że produkt o naturalnym składzie może tak dobrze współgrać z moją skórą,

Co sądzicie o tym peelingu? 
Jeśli go znacie, chętnie poznam wasze opinie:)

Pozdrawiam!

niedziela, 8 listopada 2015

Odżywka wzmacniajaca Grow Strong Garnier Fructis do włosów osłabionych

Cześć! Przy pięknej niedzieli postanowiłam na blogu dodać nowy post (słońce działa na mnie motywująco). Dziś kilka zdań o odżywce do włosów, która zagościła u mnie tej jesieni po raz pierwszy i być może zadomowi się u mnie na dłużej:)


Skład: 
AQUA / WATER • CETEARYL ALCOHOL • BEHENTRIMONIUM CHLORIDE • CETYL ESTERS • NIACINAMIDE • SACCHARUM OFFICINARUM EXTRACT / SUGAR CANE EXTRACT • TRIDECETH-6 • CHLORHEXIDINE DIGLUCONATE • CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT • BENZYL ALCOHOL • LINALOOL • AMODIMETHICONE • I SOPROPYLALCOHOL • 2-OLEAMIDO-1,3-OCTADECANEDIOL • PYRUS MALUS EXTRACT / APPLE FRUIT EXTRACT • PYRIDOXINE HCl • CITRIC ACID • CETRIMONIUM CHLORIDE • CITRUS MEDICA LIMONUM PEEL EXTRACT / LEMON PEEL EXTRACT • HEXYL CINNAMAL • AMYL CINNAMAL • PARFUM / FRAGRANCE . (F.I.L C170849/1).

Cena: 
ok. 9 zł (Rossmann) za 200ml


Muszę przyznać, że jak dotąd z każdej odżywki Garnier Fructis byłam zadowolona. Moje włosy ogólnie nie są bardzo wymagające - jednak jak na razie nie potrafią polubić się z naturalnymi kosmetykami, mimo kilku podejść:) Skład tej odżywki - delikatnie mówiąc - nie zachwyca (mimo braku parabenów) i tu powstaje pytanie: jak moje włosy mogą lubić tonę chemii? Nie wiem i pewnie szybko się nie dowiem. I w sumie to byłoby na tyle rozterek "minusowych".


Odżywka zamknięta jest w wygodnej i dość prostej butelce (której kolorystyka przypomina mi.. lato:)). Nie mogę również przyczepić się do dozowania produktu - który jest dość gęsty i tutaj nie mamy najmniejszego problemu. Po wyciśnięciu odżywki na dłoń od razu czuję taki owocowy zapach który po chwili przypomina mi łudząco zapach gumy balonowej z dzieciństwa:) Mi ten zapach odpowiada, nie mogę się do niego przyczepić - warto zaznaczyć, że utrzymuje się na moich włosach jeszcze przez kilka godzin po umyciu. Jeśli chodzi o działanie - moje włosy po spłukaniu odżywki wydają się gładsze, bardziej lśniące a przy tym nie mam problemu z ich rozczesaniem. Odżywka jest przeznaczona do włosów osłabionych (przeciw wypadaniu), ale w takie obietnice raczej szybko nie uwierzę:) Nie posiadam innych produktów z tej serii, mimo to sama odżywka radzi sobie dobrze i jestem z niej zadowolona - za tą cenę produkt godny polecenia :)

A wy znacie tą serię Garnier Fructis Grow Strong? Co sądzicie o tej odżywce?

Pozdrawiam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...