wtorek, 31 marca 2015

Rimmel Lasting Finish - korektor

Cześć! Ostatnio na YT wrzało od filmików na temat nowej serii Rimmela - Lasting Finish. Ja w tym okresie pilnie potrzebowałam korektora, tak więc bez dłuższego namysłu do koszyka w Rossmannie wrzuciłam zachwalany produkt. Po ok. miesiącu stosowania mogę wam trochę o nim opowiedzieć:)


Od producenta (strona Rimmel):
Ukrywa niedoskonałości cery, tuszuje cienie pod oczami, a nieskazitelny efekt utrzymuje się aż do 25 godzin. Produkt jest odporny na ścieranie, pot, nie rozmazuje się na twarzy. Wystarczy rozprowadzić go palcami na skórze i cieszyć się długotrwałym działaniem.Dostępny w dwóch odcieniach: Porcelain (010) i Ivory (020).


Ja swój korektor mam w odcieniu 010 i mogę wam powiedzieć,
 że jako dla bladolicej - kolor jest bardzo dobrze trafiony.
Pojemość to 6g.



Jego cena to ok. 24-28 zł, zależnie gdzie kupujemy, możemy go również zdobyć na promocji :)
Ja swój zakupiłam w Rossmannie, dostępny jest również w SuperPharm i innych drogeriach z szafami Rimmel.



Czy działa?
Gdy użyłam go pierwszy raz, to pomyślałam "Rany, w co Ja się znowu wpakowałam?!" :) Chyba nigdy nie używałam takiego korektora, gdzie aplikacja na pierwszy rzut oka wydawała się czymś kosmicznie trudnym. Fakt, na początku miałam problemy z aplikacją - jego formuła jest dość zbita, ale też kremowa - na pewno wymagająca. Po jakimś tygodniu obróciłam to w zaletę. Na plus na pewno jest krycie - krostki i przebarwienia - żegnajcie! Na okolicę oczu stosuję go w niewielkiej ilości i ostrożnie, aby nie uwydatnił drobnych zmarszczek:) 



Jak długo się utrzymuje?
Na podkładzie i pod pudrem matującym praktycznie cały dzień. Oczywiście widoczne są lekkie przetarcia, jednak mogę z czystym sumieniem przyznać, że jest to trwały i dobrze kryjący korektor, który gdy odpowiednio opracujemy swój styl aplikacji będzie się fajnie spisywał :)

A jakie są wasze ulubione korektory?

Pozdrawiam :)

niedziela, 29 marca 2015

Moje trio do brwi

Cześć! Weekend dobiega końca (niestety z kiepską aurą za oknem), a Ja postanowiłam wspomnieć o rzeczach, które używam codziennie do moich brwi, aby trzymały się w miarę przyzwoicie i aby każdy włosek nie szalał w innym kierunku:) Wiele z nas nie przywiązuje zbyt dużej wagi do ich wyglądu, jednak nie tak wiele potrzeba aby brwiom nadać trochę koloru i je uwydatnić.


Od lewej :
* MIYO, Last Conditioner
* Maybelline NY, Color Tattoo 24hr w kolorze 40
* Inglot, pędzelek nr 17TL


MIYO, Last Conditioner
Jako główne przeznaczenie producenta - odżywka do rzęs, a dla mnie - po prostu żel do brwi. Gdy chcę brwi delikatnie utrwalić - po prostu przejeżdżam szczoteczką po włoskach. Nie jest to bardzo dobry kosmetyk, myślę, że jak go wykończę rozejrzę się za lepszym żelem do brwi. Cena ok. 7-8zł (szafy MIYO, m.in. drogerie Jaśmin).


Inglot, pędzelek 17TL
Ten pędzelek z Inglota gości już u mnie baaaardzo długo i jak widać na zdjęciu - dobrze się ma a także spełnia swoje zadanie. Jest solidnie wykonany z taklonu i włosia wołu. Cena to 22zł.


Rączka pędzelka jest z drewna, a zarazem długa i lekka,
dzięki czemu dobrze trzyma się w ręku.


Maybelline NY, Color Tattoo 24HR - nr 40
Czyli kremowo-żelowy cień do powiek, a znany bardziej jako kolorowy wypełniacz do brwi. Dzięki tej konsystencji aplikacja tego produktu jest łatwa i przyjemna, mozemy też stopniować intensywność koloru. Słoiczek jest mały i uroczy, zajmuje niewiele miejsca w kosmetyczce. Jak widać na zdjęciu niżej zużycie produktu jest nie wielkie, a używam go już od jesieni. Jest ogólnie dostępny w Rossmannie za ok. 25zł. 


A jakie są wasze ulubione produkty do stylizacji brwi? :)


Pozdrawiam!

czwartek, 26 marca 2015

Włosy pod kontrolą, czyli mleczna maska do włosów

Cześć! Temat pielęgnacji włosów jest dość ciężki : na rynku mamy tysiące szamponów, odżywek, maseczek, olejków, które są przeznaczone do różnego rodzaju włosów z wieloma problemami (bądź nie). Ja w tej kwestii staram się nie zwariować - posiadam dwa szampony (jeden do zadań specjalnych, drugi codzienny), jedną odżywkę i jedno duuuże pudełko maski do włosów o której postanowiłam wam co nie co opowiedzieć:)


Opis ( źródło wizaż ) :

 Dzięki proteinom pozyskanym z mleka krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały do zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację.
Występuje w 3 pojemnościach: 275ml, 800ml i 1000ml (moja w wersji 1000 ml).



Skład:
 Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone


Plusy :
* dobrze odżywia włosy, które już po pierwszym stosowaniu wydają się gładsze, bardziej lśniące
* daje uczucie nawilżenia włosów (nie przetłuszcza!)
* ułatwia rozczesywanie włosów
* zapach - mleczny
* cena : ok. 13-20zł za duże opakowanie (na promocji)

Minusy:
* dostępność - Hebe/internet 
* może obciążać włosy (zależy od tego, z jakimi włosami mamy do czynienia i ile produktu nałożymy )
* opakowanie (duże, nie poręczne)
* skład - zawiera alkohol/perfumy

Czy miałyście kiedyś tą maskę, co o niej sądzicie? 

Pozdrawiam :)


środa, 25 marca 2015

Makeup Revolution Paleta cieni DEATH BY CHOCOLATE

Cześć! Dziś chciałabym wam pokazać paletę cieni od jednej z najgorętszych marek ostatniego roku czyli Makeup Revolution. Paletka Death By Chocolate gości u mnie od kilku miesięcy (chyba ok. trzech) i teraz chciałabym się z wami podzielić moją opinią.


Ogólny opis, jaki krąży w sieci brzmi :
Profesjonana paleta 16 cieni do powiek w kuszących, czekoladowych odcieniach. Zawiera cienie błyszczące i matowe. Mocno napigmentowane, trwałe kolory. Idealne do wykonania dziennego i wieczorowego makijażu. 
22g


Gdy przeczytałam "w kuszących, czekoladowych odcieniach" trochę się roześmiałam :) Oczywiście przeważają tutaj brązy - jaśniejsze, ciemniejsze, z drobinkami i matowe. Ale nie tylko! Trzeba wspomnieć o pięknej wanilii, która świetnie sprawuje się pod łuk brwiowy oraz w wewnętrznym kąciku oka czy też pięknym jasnym złocie, który ożywia nam spojrzenie. Fajny jest również brudny róż (pierwszy od lewej ze środkowej linii) który najczęściej aplikuję na środek górnej powieki. 


Trwałość i jakość:
Kupując tą paletkę nie spodziewałam się zbyt wiele. Jednak już od samego początku jej stosowania byłam mile zaskoczona - cienie bardzo ładnie rozprowadzały się na powiece, dobrze się mieszały z innymi cieniami. Nie zauważyłam, żeby robiły "plamy" czy też wyglądały niekorzystnie na powiece. Drugą sprawą jest ich trwałość - znowu idziemy na plus! Trzymają się od rana do wieczora (na bazie - u mnie korektor), nie ścierają się. Nigdy nie stosowałam ich na "suchą" powiekę, więc ciężko mi powiedzieć jak wtedy się zachowują. Opakowanie przypominające tabliczkę czekolady może nie jest najwyższych lotów i szybko się brudzi - jednak za tą cenę wybaczam:)


Cena i dostępność :
Średnia cena, za jaką możemy kupić tą czekoladkę to ok. 40zł. Ja swoją zamówiłam na stronie Minti Shop - gdzie nadal jest dostępna w cenie 39,90zł. Widziałam ją również na innych stronach internetowych (prawdziwy boom!).


Na sam koniec trzy losowo wybrane cienie - od razu możemy zauważyć dobrą pigmentację, która jest zdecydowanie ich mocną stroną :)

Czekam na wasze komentarze, polecacie inne paletki MUR? :)

Pozdrawiam

poniedziałek, 23 marca 2015

~Lakierowe nowości marca~

Cześć! Dziś chciałabym wam pokazać kilka lakierów, które goszczą u mnie od niedawna. Zarówno znajdą się tu lakiery kolorowe jak i odżywka oraz słynny w kosmetycznym świecie - Seche Vite:) Każdy z nich już zdążyłam użyć - tak więc mogę podzielić się pierwszymi wrażeniami.


Na pierwszy ogon idą lakiery Essence. Muszę przyznać, że zawsze miałam do nich słabość - kiedyś bardzo często sięgałam po limitki, dziś trochę przystopowałam :)
Od lewej:
* Essence Colour&Go - 156 me&my lover. Kolor najbliższy klasycznej czerwieni z dużą ilością drobinek - miałam go raz na paznokciach u stóp. Jest fajny, elegancki - drobinki bardzo ładnie się mienią.
* Essence Colour&Go - 104 sweet as candy. Kolor idealny do pracy, szkoły itd. To ładny i subtelny jasny róż, który gościł już ok. 3 razy na moich paznokciach. U mnie końcówki zaczęły ścierać się przeważnie 3 dnia, wtedy też go zmywałam.


Czas na dwójkę z Manhattanu
Od lewej:

* Manhattan QUICK Dry 60 Seconds nr 25G (wersja 7ml) - zdążyłam go użyć tylko raz i nie byłam nim zachwycona. Brzoskwiniowo-różowy kolor w Rosmmannie skusił mnie dość szybko, schody zaczynają się przy aplikacji - w moim przypadku smugi i dziwnie prześwity mocno zaminusowały. Na pewno dam mu jeszcze jedną szansę (albo dwie...) :)
* Manhattan Lotus Efect nr 53S (wersja 11 ml) - mimo, że kupiłam go pod koniec lutego, postanowiłam go tu pokazać - bo zwyczajnie na to zasługuje. Sprawuje się dużo lepiej od mniejszego brata, nie pozostawia smug i ładnie kryje. Kolor? Wspaniały, ciemny, chłodny róż.



Czas na odżywkę!
* Eveline Cosmetics 9w1 Total Action Odżywka serum 12ml - czyli następca (?) 8w1. Tą odżywkę stosuję pod większość lakierów kolorowych - zazwyczaj nie stosuję jej jako samodzielnego "lakieru". 8w1 miała swoje dobre i złe strony, starałam się nigdy nie przesadzać z jej używaniem - zobaczymy, czy 9w1 będzie sprawowała się równie dobrze. 


Top Coat :
* Seche Vite Dry Fast Top Coat, wersja 14 ml - naczytałam się o nim tak wiele, że zapragnęłam go mieć. Od niedawna nabłyszcza moje paznokcie w sposób na prawdę bardzo dobry - mam nadzieję, że po dłuższym stosowaniu nie zmienię zdania na jego temat.



A co wy upolowałyście w ostatnim miesiącu z lakierowych półek? :)

Pozdrawiam!

niedziela, 22 marca 2015

Moja pielęgnacja twarzy : kremy i olejek :)

Cześć! Po ogromnej przerwie WRACAM!!! Bez zbędnego wstępu o tęsknocie za blogowaniem i ciągłego śledzenia moich ulubionych blogerek przechodzę do rzeczy :) Od moich pielęgnacyjnych wpisów minęły stulecia - zmieniło się dość dużo, jednak produkty, do których mam zaufanie od lat nadal się u mnie pojawiają. Dziś pokażę wam te, z których korzystam najczęściej i są moją podstawą w pielęgnacji skóry twarzy.

 
Na pierwszy ogień idzie krem, który stosuję na dzień pod makijaż czyli Mary Kay Time Wise. Bardzo dobrze współgra z podkładami, jakie posiadam (m.in. Revlon, Catrice czy także z Mary Kay). Szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze żadnej tłustej powłoki ani też nie czuję, aby skóra była ściągnięta - czyli jest właściwie nawilżona. W moim przypadku nie zapycha porów, nie powoduje zwiększonego wydzielania sebum. Krem jest również wydajny - 88ml produktu, jakie mamy w tubce wystarczyło mi na ponad pół roku regularnego stosowania.


Na noc (2-3 razy w tygodniu) stosuję La Roche-Posay  Hydreane Extra Riche (40 ml). Kupiłam go w styczniu, gdy miałam dość duże kłopoty z przesuszoną skórą, szczególnie po wieczornym demakijażu. Nie jest to produkt górnolotny w moim przypadku - jest dość ciężki, pozostawia wyczuwalną warstwę na twarzy (co na noc mogę przeżyć) - ale także dość dobrze nawilża. Stosuję go na zmianę z olejkiem, o którym będzie mowa niżej :)


Kremem, który stosuję zamiennie - rano/wieczór, w zależności od potrzeby skóry - jest słynny (również z moich staaarych wpisów) - La Roche-Posay Effaclar Duo+ (40 ml). Cóż mogę o nim powiedzieć znowu - lekki, przyjemny krem, nadaje się pod makijaż a co najważniejsze - trzyma moją skórę "w ryzach" za co jestem mu od kilku lat wdzięczna :)


Krem pod oczy - Alterra Ani-Age AugenCreme Orchidee (15ml). Jest to krem pod oczy, który stosuję od ok. 2 miesięcy i jeszcze się nie rozstajemy :) Jest to krem wydajny, przyjemny w aplikacji, dość szybko się wchłania jednak cudów się po nim nie należy spodziewać. Również jest dość tani i łatwo dostępny (w Rossmannie). Dla osób młodych jest ok, dla troszkę starszych i bardziej wymagających bym raczej nie polecała.


Na deser zostawiłam sobie olejek arganowy od Bielendy z pro-retinolem. W ładnej buteleczce z wygodnym aplikatorem mamy 15ml produktu, który po ok 1,5 miesiąca stosowania mogę uznać za dobry i przyjemny w użytkowaniu. Stosuję go wyłącznie na noc - nakładam cienką warstwę i lekko wklepuję. Oczywiście nie wchłania się do końca, jednak można sobie z tym poradzić. Rano moja skóra jest uspokojona, nie widać na niej zaczerwienień i wydaje się odżywiona. Myślę, że to był trafiony zakup - na pewno nie spodziewałam się, że właśnie ten olejek przypadnie mi do gustu:)



To by było na tyle - jak widzicie nie ma tego dużo, dla mnie - wystarczająco:) Cały czas myślę o produktach marki Sylveco (jeśli miałyście z nimi doczynienia - czekam na komentarze!).

Pozdrawiam gorąco!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...