poniedziałek, 29 czerwca 2015

Nowości kosmetyczne - czerwiec 2015 + internetowa drogeria Rossmann!

Cześć! Dziś post - jeden z moich ulubionych :D - czyli nowości kosmetyczne. Część kosmetyków dostałam, w część zaopatrzyłam się sama. Idą do mnie jeszcze dwie małe paczuszki, ale ich zawartość znajdzie się dopiero w podsumowaniu kosmetycznym lipca:)


* Olejek pod prysznic Eucerin do skóry wrażliwej
Olejek, który dostałam w prezencie na początku miesiąca i już zdążyłam go nie raz wypróbować. U mnie - jak na razie - świetnie sprawdza się w połączeniu z szortską gąbką pod prysznicem - udany masaż i gładka,przyjemna skóra gwarantowane!


* maski z Ziaji - nawilżające x2, hydrożelowe płatki pod oczy Perfecta 
Na blogu gościły te produkty nie raz i będą się pojawiać do znudzenia - bardzo je lubię!


* regenerujący krem do rąk MaxRepair Evree
Bardzo polubiłam kremy do rąk z Evree, to kolejny z tej firmy - mam nadzieję, że będzie również dobry jak poprzednik!


* BeautyBlender
Czy komuś trzeba przedstawiać to jajko? :)))


* odżywka do włosów Isana Professional
Słyszałam o tej serii Isany kilka dobrych opinii, a że dwie moje odżywki wykończyłam do ostatniej kropli więc bez żalu pobiegłam po coś nowego.



* Bawełniane chusteczki kosmetyczne do pielęgnacji twarzy Tami
Chusteczki, które zakupiłam w Rossmannie za niewielkie pieniądze - na pewno przydadzą się przy demakijażu czy usuwaniu maseczek z twarzy, można je stosować zarówno na mokro jak i na sucho.



* Bio-Oil specjalistyczny produkt do pielęgnacji skóry 
Ja raczej nazwałabym go po prostu wielofunkcyjnym olejkiem. Planuję stosować go na drone rozstępy na nogach - z nadzieją, że je rozjaśni (dam wam znać, czy efekty będą!).


* Balsam do opalania Soraya SPF 10
"Miejska" ochrona, czyli 10 na spacery, wyjście do miasta itp. Zaczynam zbierać produkty na wakacyjne słońce, może warto napisać o tym osobny post? :)


* Rozświetlający balsam utrwalający opaleniznę Soraya
Kolejny produkt - tym razem po kąpielach słonecznych. Lubię tego typu produkty, szczególnie podczas wyjazdów, gdy złote drobinki (oby nie zbyt mocne) podkreślają kolor skóry.


* Starter opalania, przyspieszacz, balsam utrwalający Soraya
Nigdy nie korzystałam z pomocy tego typu produktów - ten wypróbuję przy krótkich wyjściach na słońce i zobaczymy, jaki uzyskam z nim efekt :) Ogólnie preferuję opalanie ze zwykłymi filtrami bez dodatków.


* Szampon przeciwłupieżowy Head&Shoulders apple fresh
Te szampony, jak pisałam w którymś z postów stosuję dość regularnie, ale średnio co 3 mycie włosów - wtedy łupież, np. przy nietrafionym szamponie jest mi nie straszny :)


* CK Forbidden Euphoria
Perfumy, które dostałam w prezencie - ale zapach wybierałam sama :D Są piękne, kobiece, lekko tajemnicze. Muszę przyznać, że to moja nowa miłość jeśli chodzi o półkę z zapachami.


* pomadka do ust Nivea Fruity Shine Watermelon
To już moje drugie opakowanie tej pomadki - bardzo ją lubie za fajny malinowy kolor, jaki nadaje ustom i dobre nawilżenie :)

A teraz...


... moje dzisiejsze odkrycie!


Dostałam dziś maila z Rossmanna - standardowego z promocjami, ale moją uwagę zwróciła strona Rossmanna, na której możemy - niczym w sklepie - kupować produkty on-line! Sklep internetowy możecie znaleźć tu :)

Co sądzicie o tym pomyśle Rossmanna? Będziecie korzystać ?

Pozdrawiam! :)

piątek, 26 czerwca 2015

Przegląd moich ulubionych pomadek kolorowych

Cześć! Dziś chciałabym wam pokazać pomadki - te starsze i te nowsze - które bardzo lubię i których kolory najbardziej mi odpowiadają. Oczywiście zdarzało mi się kupić nie do końca trafiony kolor, który do mnie nie pasował - ale w tym zestawieniu się takowe nie pojawią:)


Wybrałam 11 pomadek różnych firm - jeśli chodzi kosmetyki do ust to nie przywiązuję się szczególnie do jednej marki - staram się szukać perełek i ulubionych odcieni :)


Nie da się ukryć że uwielbiam wszelkie odcienie różu - niestety ciemne kolory (w odcieniu np. mocnego wina), ostre czerwienie czy pomarańcze raczej mi nie służą.


 * pomadki Bourjois Rouge Edition nr 35 i 04
Te pomadki już prezentowałam na swoim blogu tu. Są to pomadki z wyższej (średniej?) półki cenowej ale warte każdej złotówki - uwielbiam za piękne kolory, dobrą pigmentację i trwałość.


* pomadki Rimmel - seria Kate - nr 102 i 103
Te dwie pomadki mam w swojej kosmetyczce dość długo ale nadal lubię po nie sięgać - są bardzo trwałe, dobrze napigmentowane i matowe. Jedyny minus, jaki zauważyłam to to, że mogą wysuszać nasze usta (szczególnie przy częstym stosowaniu).


* pomadki Golden Rose Velvet Matte 07 i 10
Zrobiły (i nadal robią) duże zamieszanie - wiele dziewczyn się w nich zakochało - Ja również:) Cały czas myślę o jakimś kolenym kolorze - może przy okazji, gdy będę np. blisko stoiska w centrum handlowym:). Te pomadki prezentują wysoką klasę za niską cenę - warto spróbować!


* pomadka Manhattan 59F Perfect Creamy&Care
Na zdjęciu kolor trochę przekłamany - w rzeczywistości jest bardziej stonowana, w chłodnym odcieniu ze srebrnymi drobinkami. Jest to pomadka, którą wybieram przy mocniejszym makijażu oka - wtedy idealnie wygląda na ustach, jest trochę "wycofana" ale ładnie je podkreśla i nadaje delikatny blask.


* pomadka Maybelline NY nr 250 Mystic Mauve
Jest to trochę ciemniejszy, zgaszony róż o dobrej pigmentacji. Fajnie nawilża usta, dość długo się na nich utrzymuje - chętnie wypróbowałabym inne kolory z tej serii, bo ta pomadka mnie zachwyciła!


* nawilżające pomadki do ust Wibo 07 i 06
Kiedyś był na nie ogromny boom, dziś chyba trochę zapomniane:) Dwa fajne różowe kolorki, po które chętnie sięgam na co dzień. Nie podkreślają suchych skórek, delikatnie nawilżają,
utrzymują się średnio ok. 2 h.


* pomadka Essence 07 Natural Beauty

Kolejna pomadka o numerku 7 - czy to jakiś zbieg okoliczności?:) 
Tą pomadkę noszę w swojej torebce - jest delikatna, bardzo zbliżona do naturalnego koloru moich ust. Miałam wcześniej pomadki Essence, które również się fajnie spisywały - myślę, że nie raz jeszcze po nie sięgnę. 



Które z pomadek przypadły wam do gustu?
Jakie pomadki lubicie i możecie polecić?

Pozdrawiam! :)

niedziela, 21 czerwca 2015

3 x NIE, czyli kosmetyki, które nie skradły mojego serca :)

Cześć! Ostatnio pojawiło się trochę recenzji z serii "ulubione" a dziś nadszedł czas na wyrównanie rachunków :D Czyli na kosmetyki, które się nie sprawdziły i których nie kupię już ponownie.


Wybrałam 3 produkty - 2 z pielęgnacji + 1 z typowej kolorówki, czyli cień do powiek.



*Żel micelarny do demakijażu AA Oil Infusion
Ten produkt był jakiś czas temu na promocji w Rossmannie przy kasach (chyba jako nowość). Jedynie, co podoba mi się w tym produkcie to żelowa formuła - jest fajna i wygodna w użyciu, lubię tego typu produkty. Niestety, podczas mycia nim twarzy i okolic oczu (co z tyłu opakowania jest dozwolone) podrażnił właśnie moje oczy, które dość mocno szczypały i je zwyczajnie podrażnił. Nie ułatwia nam również pracy przy demakijażu (jest zbyt słaby) - co za tym idzie - kiepska wydajność. Brr, nie!



* Łagodzący lipo-protektor pod oczy Iwostin Oftalin
Jak pisałam jakis czas temu - nie bardzo znam się na produktach do pielęgnacji okolic oczu i ten produkt kupiłam "w ciemno". Co mogę powiedzieć? NIE podrażnia moich oczu, NIE wysusza skóry wokół oczu, NIE jest niewydajny i NIC nie robi :D Moim zdaniem jest to krem z serii "jestem, bo jestem" - oczekiwałam nawilżenia i ukojenia mojej skóry, a dostałam zwykłą tubkę nijakiego, białego produktu za ok. 25 zł. 


* Cień do powiek Bell Hypoallergenic Nr 50
Ten cień zostawiłam sobie na deser :) Jeśli chodzi o samą serię bell Hypoallergenic to mogę powiedzieć, że mam kilka produktów, które na prawdę prezentują dobry poziom za niską cenę. Nie w tym przypadku.


Na zdjęciu możecie dość (nie)wyraźnie zobaczyć pigmentację tego cienia - jest zwyczajnie słaba. Na oku prezentuje się również nijako. Nie wiem, jak jest w przypadku innych odcieni ale raczej już się na nie skuszę - poszukam czegoś innego:) 

Znacie może któryś z tych produktów, co o nich sądzicie?
Jakie produkty ostatnio was zawiodły?

Pozdrawiam! :)

piątek, 19 czerwca 2015

Mój ulubiony krem na dzień czyli Vichy Idealia do skóry normalnej i mieszanej

Cześć! Na początku chciałam się trochę wytłumaczyć z moich dłuższych przerw między postami - praca&sesja robią swoje, czyli pochłaniają najwięcej czasu a tego wolnego zostaje na prawdę niewiele. Czerwiec i początek lipca to zawsze taki aktywny czas u mnie i wtedy wszystko dzieje się w zawrotnym tempie - no ale tak być musi! :) Dziś przychodzę do was z recenzją kremu, o którym jakiś czas temu czytałam na różnych blogach mniej i bardziej pochlebne opinie, a Ja postanowiłam wypróbować go w końcu na swojej skórze:)


Od producenta :

Więcej niż krem ​​przeciwzmarszczkowy. Jest to pierwsza kuracja, która nadaje skórze idealny wygląd.

Krem wygładzający dla osób ze skórą normalną i mieszaną, z widocznymi pierwszymi oznakami starzenia, stresu oraz zmęczenia.

Kombucza - aktywny ekstrakt z herbaty, zdolny wygładzić i rozświetlić skórę.
Adenozyna.
Gliceryna - działanie nawilżające.
ER195 LHA - działanie złuszczające.
Woda Termalna z Vichy.

Testowana dermatologicznie.
Hipoalergiczna formuła. Zawiera łagodzącą i regenerującą Wodę Termalną z Vichy.
Bez parabenu.

Widocznie wygładza pierwsze zmarszczki. Skóra staje się delikatna i wypełniona w dotyku.
Waga:
75 ml
Więcej informacji o kremie pod TYM linkiem


Krem Vichy Idealia jest zamknięty w dość ciężkim słoiczku, który może w podróży nie jest idealnym rozwiązaniem, jednak na półce z kosmetykami wygląda na prawdę ładnie i elegancko - jasna, delikatna szata graficzna na opakowaniu jest zatem miłym akcentem dla oka:)


Sam krem również jest w kolorze bladego różu, jednak na skórze nie ma to żadnego znaczenia. Ma konsystencję zwykłego kremu, jakby trochę żelową - co za tym idzie - formuła jest lekka a aplikacja przyjemna, krem bardzo fajnie się rozprowadza na twarzy i dość szybko wchłania. Jeśli znacie zapach kremów Vichy to ten właśnie nie dobiega za bardzo od innych - jest delikatny i przyjemny, krótko wyczuwalny na twarzy.


Jednym z głównych zadań, jakie chce aby spełniał krem do twarzy na dzień jest nawilżenie oraz to, aby dobrze współgrał z moim podkładem - to dość ważne, bo np. Revlon CS, którego używam najczęściej - bywa wybredny i nie z każdym kremem się polubi! Tutaj moje obawy zostały szybko rozwiane - już po pierwszej aplikacji zauważyłam nie tylko przyjemne nawilżenie skóry ale również jej rozświetlenie - krem nie posiada drobinek, jednak sprawia, że skóra wydaje się bardziej promienna i odżywiona. Jeśli chodzi o współgranie z podkładami - również daję + ponieważ w tej kwestii nie mam mu nic do zarzucenia, z nikim się nie "kłóci".
Co do kwestii zmarszczkowej - moje drobne zmarszczki mimiczne są i żyją sobie w najlepsze:)


Odkąd go używam - czyli ok. 2 miesiące - nie zauważyłam, aby mnie zapychał, czy podrażniał. Natomiast mam wrażenie, że koloryt mojej skóry delikatnie się poprawił, aczkolwiek nie jestem pewna czy to na 100% działanie tego kremu:) Muszę dodać, że jego cena to ok. 100zł - Ja kupilam go na promocji za ok. 80zł - jak na krem na dzień, z którego jestem zadowolona - nie żałuję zainwestowanych pieniędzy, decyzja należy już tylko do was, czy chcecie go wypróbować! :)

A jakie są wasze ulubione kremy na dzień?
Co uważacie na temat tego kremu od Vichy?

Pozdrawiam gorąco! :)

środa, 10 czerwca 2015

Mój ulubiony puder kompaktowy Sephora MicroSmoth

Cześć! Dziś na blogu chciałabym się podzielić z wami moimi przemyśleniami na temat produktu, który mam stosunkowo niedługo i dostałam go w prezencie (nie w efekcie współpracy z firmą). Jest to produkt, który możemy zaliczyć do grupy podstawowych naszego makijażu czyli puder - a konkretnie - MicroSmoth wypalany puder kompaktowy od Sephory.


Opissephora ):

MicroSmooth jest produktem typu 2 w 1: podkład i puder z mikropigmentami, które stapiają się ze skórą dając tak naturalny efekt makijażu, jakby skóra nie była niczym pokryta.
- Mikroskopijne pigmenty idealnie stapiają się ze skórą
- Ultra naturalne, rozświetlone i niezauważalne wykończenie makijażu
- Dzięki naturalnemu blaskowi sublimuje rysy twarzy.
Waga :
7 g



Puder możemy kupić w 6 wariantach kolorystycznych:
05. clair . porcelaine
15. clair . chair
25 moyen . beige
30 moyen . sable
35 mat . bronze
40 mat . noisette
Cena :
59 zł (Sephora)


Puder zgapiłam od Maxineczki - pomyślałam "mam jeden puder z Catrice, ale chciałabym wypróbować czegoś innego, ten wydaje się być na prawdę fajny!". Złożyło się tak, że przy bliskiej okazji dostałam go w prezencie :)


Mój kolor to 15 Clair Light - jestem osobą o jasnej karnacji i ten kolor (mimo, że nie jest najjaśniejszy) to bardzo dobrze stapia się z kolorem podkładu i nie jest za ciemny, ma w sobie przede wszystkim żółte tony. 
To, że został nazwanym produktem 2w1 dowiedziałam się już po jakimś czasie jego stosowania - przyznaję, że nigdy nie stosowałam go solo, tylko zawsze w duecie z podkładem bądź BB kremem. Może kiedyś zrobię taki eksperyment, jednak chyba zostanie pudrem jako puder a nie produkt typu 2w1:)
Ten kompakt sam w sobie zatem jest delikatnie kryjący, jednak nie przeciąża naszego makijażu i wygląda naturalnie.


Jeśli chodzi o opakowanie, to niektórym może przeszkadzać brak gąbeczki czy innego aplikatora i brak lusterka - mi osobiście jest to w tym wypadku obojętne. Opakowanie samo w sobie jest wykonane z plastiku, wydaje się być całkiem trwałe - poza tym nie ma w nim nic szczególnego:)
Najważniejszą kwestią jest jego działanie - muszę przyznać, że jest to najtrwalszy puder, jaki dotąd miałam (chyba zasługa wspomnianego "2w1"). Utrzymuje się długo, w ciągu dnia wystarczy użyć bibułek matujących bądź delikatnej chusteczki, aby zebrać nadmiar sebum - poza tym puder trzyma się na prawdę nieźle, nie schodzi w postaci plam czy w innych, nieprzyjemnych okolicznościach:)
Ogromnym plusem jest zmatowienie cery - jeśli chcecie, aby nie był to "płaski" mat, skóra wyglądała ładnie, wręcz jakby bez użycia pudru - to jest strzał w 10

Czy znacie ten puder, co o nim sądzicie?
Jakie są wasze ulubione pudry ?

Pozdrawiam!

piątek, 5 czerwca 2015

Naturalna pielęgnacja czyli peeling do twarzy Iles Du Vent

Cześć! Dziś przychodzę do was z produktem, który znałam z postów u innych dziewczyn w blogosferze, a u mnie wzbudził spore zainteresowanie. Jeśli chodzi o kosmetyki z tzw. półki "naturalnych" to muszę przyznać, że u mnie całkiem słabo to wygląda. Staram się uważać na tego typu kosmetyki, ponieważ moja skóra jest bardzo wrażliwa (i kapryśna!) i mimo, że mogłoby się wydawać to dziwne - to tak, czasami gardzi dobrym składem i oznajmuje mi to konkretnie, np. zwiększoną ilością grudek, zaróżowieniem (podrażnieniem) skóry czy zwykłymi, małymi krostkami (np. na policzkach). A jak było w przypadku tego peelingu-maski?:)


Od producenta :
Peeling-maska do twarzy zawierający naturalne składniki wygładzające oraz poprawiające mikrokrążenie i dotlenienie skóry, co wpływa korzystnie na jej wygląd i elastyczność. Zmielone pestki oliwki bardzo delikatnie ścierają i usuwają martwe komórki naskórka bez naruszania warstwy lipidowej. Skwalan z oliwek chroni przed wolnymi rodnikami, regeneruje naskórek zapewniając prawidłowe nawodnienie i miękkość skóry. Witamina E, będąca naturalnym antyoksydantem opóźnia proces starzenia się skóry. Olej kokosowy nawilża, regeneruje i uelastycznia, działa antybakteryjnie, tworzy ochronny film na skórze. Emolienty zatrzymują wodę w głębi skóry oraz zapobiegają podrażnieniom. Certyfikowany olej monoi łagodzi podrażnienia i stany zapalne, zapewnia dogłębne nawilżenie oraz wygładzenie.
Peeling-maska posiada przyjemny zapach kwiatów tiare pochodzących w wyspy Tahiti.
Pojemność 75 ml.



Produkt zamknięty jest w lekkim, plastikowym opakowaniu - muszę przyznać, że mimo, iż wolę klasyczne tubki to akurat te opakowanie jest fajne i wygodne - łatwo się je otwiera/zamyka - sam kosmetyk wykładam szpatułką ze środka.


Po otwarciu opakowania naszym oczom ukazuje się budyń waniliowy :D z malutkimi drobinkami, które stanowią peeling. Zapach jest dość specyficzny - myślę, że nie każda osoba mogłaby się do niego przekonać - dla mnie jednak jest dość neutralny, ale na pewno inny niż przy zwykłym, drogeryjnym peelingu czy masce do twarzy.


Konsystencja kosmetyku jest właśnie jak wspomniany wyżej budyń - całkiem gęsta ale też delikatna i bardzo przyjemna w aplikacji na twarzy - produkt nie rozlewa się, nie spływa, nie musimy się martwić, że zaraz znajdzie się na innych partiach naszego ciała bądź na ubraniu. 
Jeśli chodzi o aplikację to stosowałam go z zaleceniami, czyli na oczyszczoną skórę nakładałam grubą warstwę peelingu-maski na twarz i szyję (pomijałam dekolt) i zostawiałam na ok. 15min (w opisie jest - 10min) i później robiłam delikatny masaż skóry i zmywałam wodą.
Muszę przyznać, że z taką formą (połączeniem) spotkałam się po raz pierwszy - jednak mimo to, bardzo mi to odpowiada. Mamy 2w1 wygładzenie skóry (dzięki peelingowi) oraz nawilżenie i ukojenie skóry (dzięki masce). Z tych 3 aspektów najbardziej mogę pochwalić ukojenie skóry, jakie daje nam produkt a najmniej nawilżenie, które jest, ale mimo wszystko zawsze nakładam po zastosowaniu kosmetyku krem - wtedy już jest wszystko ok!
Przeznaczony jest do skóry delikatnej i naczynkowej - na pewno się dla takiej sprawdzi.


Peeling kosztuje 69zł na stronie www.ilesduvent.com (ostatnio widziałam go na fajnej promocji).
Czy mogę go polecić? Jeśli macie wrażliwą skórę i naczynkową, lubicie produkty 2w1 oraz potrzebujecie delikatnego peelingu i ukojenia skóry - jak najbardziej tak;) Osoby, które lubią mocniejsze "zdzieraki" muszą poszukać czegos innego :)
Na koniec - skład :
Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearate, Isoamyl Cocoate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil , Gardenia Tahitensis, Olea Europaea (Olive) Seed Powder, Trehalose, Zea Mays (Corn) Starch, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Chondrus Crispus ( Carrageenan), Xanthan Gum, Sodium Phytate, Parfum, Geraniol, Limonene, Linalool.
Bez: parabenów, chemicznych konserwantów, sztucznych barwników i zapachów oraz olejów parafinowych.

Znacie produkty Iles Du Vent ?
Co sądzicie o tym peelingu-masce?

Pozdrawiam!


Post powstał przy współpracy z firmą Iles Du Vent
Moja ocena jest w 100% obiektywna.

wtorek, 2 czerwca 2015

Stare vs. Nowe czyli moje perfumy w roli głównej

W ostatnim denkowym poście znalazła się buteleczka po moich ostatnich perfumach czyli See By Chloe EDP. I tak niedawno zastąpiłam je dość popularnym zapachem, jednak u mnie zupełną nowością, o której już za chwilę!:)


* Chloe, See By Chloe EDP

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka, kwiat jabłoni
nuta serca: jaśmin, ylang - ylang
nuta bazy: piżmo, wanilia, drzewo sandałowe 

Kategoria: kwiatowo - owocowa
Pierwsze, co możemy tu zauważyć to śliczny, stylowy flakon, który na półce prezentuje się elegancko - bardzo lubię takie cieszące oko "dodatki" :)
Jeśli chodzi o sam zapach to wydaje się być przyjemny, kobiecy i ... uniwersalny.
Mimo, iż dla części kobiet mógłby wydawać się mało wyrazisty to mnie urzekł - ma w sobie sporo świeżości i przyjemną mieszankę nut zapachowych, które na codzień sprawdzą się świetnie. Na wieczorne wyjścia, gdy potrzebujemy czegoś mocniejszego - ten zapach może iść na boczne tory.
Jest jedno "ale" - tak jak napisałam w poprzednim poście - można spodziewać się czegoś więcej za tą półkę cenową. U mnie utrzymują się kilka godzin, cały dzień ze mną niestety zostać nie chciały!


* Giorgio Armani, Acqua di Gioia

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cytryna, mięta
nuta serca: jasmin, różowy pieprz, peonia
nuta bazy: labdanum, drzewo cedrowe, cukier
Na niespełnioną miłość najlepsza jest nowa miłość! Hmm na początku zaznaczę, że zapach od Armani mam stosunkowo krótko, jednak chciałabym podzielić się moimi pierwszymi spostrzeżeniami:)
Flakonik Acqua di Gioia jest bardzo prosty i klasyczny. W tym zestawieniu bezkonkurencyjny wizerunkowo jest dla mnie ten od Chloe. Ale nie to jest przecież najważniejsze.
Po otwarciu w domu flakoniku trochę przestraszyłam się zapachu, gdyż wydał mi się zbyt intensywny, zbyt cytrusowy i "szczypiący" w nos :) Po chwili jednak zamienia się w zapach bardziej kwiatowy, trochę słodszy i otulający, mimo to nadal czuję nutę świeżości. Szkoda, że ten początkowy etap nie za bardzo przypadł mi do gustu.
Jeśli chodzi o trwałość to nie jestem na 100% pewna - na razie mogę powiedzieć, że są mocniejsze od Chloe i wyczuwam je dłużej (już nos zdążył się do nich przyzwyczaić, więc ok). Dlatego też myślę, że będą się trochę dłużej trzymać na skórze i taką mam cichą nadzieję! 



Gdyby trwałość See By Chloe była lepsza i zadowalająca - myślę, że dalej byłabym ich fanką, jednak w tej kwestii się nie sprawdziły - tak więc teraz nastała era Acqua Di Gioia :)

A jakie są wasze ulubione?
Co sądzicie o tych, może je znacie?:)

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...