niedziela, 6 grudnia 2015

Projekt denko - październik/listopad 2015

Cześć! Z małym poślizgiem chciałabym się pochwalić wam moim kolejnym postem z serii "projekt denko" :) Kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych jak i kolorowych trochę się ubierało, a muszę przyznać, że już kilka kolejnych pustych opakowań jest w mojej torbie na grudzień :)



Zacznę może od mojego ulubionego duetu do pielęgnacji jamy ustnej - postanowiłam tutaj wspomnieć o paście i płynie do płukania ust meridol dlatego, ponieważ uważam te produkty idealne dla osób z wrażliwymi dziąsłami. Moje właśnie takie są i ten zestaw jest ze mną niezmiennie już od ponad roku i na razie nie planuję z niego zrezygnować :)


Teraz coś dla włosów:) Szampon head&shoulders (tu wersja apple fresh) to moja podstawa od kilku lat. Stosuję go średnio 1-2 w tygodniu, na zmianę z innym szamponem. Lubię go, ponieważ dobrze oczyszcza nasze włosy oraz chroni przed łupieżem (lub się go pozbywa, gdy się pojawi). Minusem, jaki zauważyłam, to szybciej od innych szamponów wypłukuje kolor (farbę). Drugim produktem jest mój ulubieniec jeszcze z wakacji - Beachblonde John Frieda. Jako szampon na lato - świetny, odświeżający, dający uczucie lekkości. Jesienną porą dużo rzadziej jednak go stosowałam i dopiero niedawno się rozstaliśmy. 


Kolejny duet to lidlowe żele pod prysznic Cien - Lime Kick&Orange. Muszę przyznać, że bardzo lubię żele z Lidla - spełniają swoją rolę za bardzo niską cenę, do tego jest zawsze kilka fajnych zapachów do wyboru. Zarówno Lime Kick i Orange budzą u mnie letnie wspomnienie, jednak jeszcze jesiennią spisywały się równie dobrze:)


Plastry z woskiem do depilacji twarzy Tanita wpadły mi w ręce już bardzo dawno, jednak dopiero w październiku je skończyłam (miałam kilka różnych opakowań i chyba dlatego). Są to standardowe, niczym nie wyróżniające się plastry, spełniające swoje zadanie, plus za to że nie podrażniły mojej skóry. Kolejny to odżywczy krem do rąk Evree, który pokazuję na blogu do znudzenia - nie wiem kiedy się rozstaniemy, ostatnio znów kupiłam tą różową tubkę, uwielbiam! "Trójkę" zamyka tradycyjne polskie szare mydło (zakup z Rossmanna), które wykorzystuję do mycia moich pędzli i w tej roli spisuje się świetnie.


W połowie listopada wyskrobałam do cna ze słoiczka krem do twarzy Idealia Vichy. Muszę przyznać, że na początku byłam nim zachwycona, jednak im dalej w las tym moja skora coraz bardziej się do niego "przyzwyczaiła" i jego zalety jakby się ulotniły. Mimo to, będę go mile wspominać - dobrze współgrał z moim podkładem, szybko się wchłaniał i miał bardzo ładny, delikatny zapach (opakowanie też przypadło mi do gustu). Kolejny krem to Hydreane Extra Riche La Roche-Posay, który wydał mi się po dłuższym czasie stosowania tylko powierzchownie nawilżający moją skórę, nie był to efekt, jakiego oczekiwałam. Stosowałam go wyłącznie na noc, gdyż bardzo długo się wchłaniał i zostawał tłusty film na twarzy. Plusem tego kremu na pewno było to, że koił moją skórę, nie podrażniał jej i nie zapychał a także był bardzo wydajny.


Płyn do demakijażu oczu Bourjois to ciekawa propozycja dla osób, które chcą się polubić z "dwufazówkami" a nie są do tego przekonane. Ja posiadam oczy wrażliwe i nie cierpię, gdy tego typu produkt powoduje dodatkowo mgłę na oczach przy aplikacji. W tym wypadku nic takiego się nie dzieje, poza tym ten płyn dobrze usuwa makijaż i jest wydajny. Kolejny produkt to naturalny olejek myjący do cery naczynkowej - produkt, dzięki któremu powróciłam do regularnego stosowania olejów w pielęgnacji, świetnie usuwa makijaż, skóra po jego użyciu jest przyjemna i nawilżona, nie pozstawia żadnej tłustej warstwy i nie podrażnia oraz (co ważne!) nie zapycha porów.


Teraz dwa pachnidełka :) Piewszym z nich jest typowo wakacyjny spray - Beyonce Heat Rush. Muszę przyznać, że nie pamiętam, ile czasu gościł na mojej komódce, jednak w końcu go zużyłam i nie planuję powrotu, jednak na porę letnią jest ok. Drugi zapach to mój ulubieniec - CK,Euphoria Forbidden - bardzo ładny, kobiecy i zmysłowy zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze i nie jest duszący. Stosowałam go głównie jako zapach na codzień.


Tusz do rzęs Eveline Extension Volume to klasyka w mojej kosmetyczce - głęboka czerń, ładne rozdzielenie i wydłużenie rzęs, delikatnie pogrubienie bez efektu sklejenia, brak osypywania się. Dalej mamy korektor Colletcion 2000, Lasting Perfection który jest również podstawą w moim codziennym makijażu. To było moje pierwsze opakowanie i używam już kolejne:) Lubię go za kolor, trwałość, dobre krycie i wydajność. Minusem jest to, że lubi wchodzić w zmarszczki mimiczne. Na koniec - odżywka do paznokci Eveline 9w1 total action - mam do niej mieszane uczucia, niby podoba mi się jej delikatny kolor, niby fajnie się rozprowadza i szybko wysycha, jednak efekt "odżywienia paznokci" jest w moim przypadku dość znikomy, szczególnie po dłuższym czasie stosowania. Obecnie zaczęłam używać dzięki poleceniu jednej z Was odżywkę Herome :)

I to wszyscy zdenkowani - czas robić miejsce następcom :) Co sądzicie o tych produktach? 

Pozdrawiam :)

8 komentarzy:

  1. Może i ja w końcu skuszę się na osławioną odżywkę Herome ;) Przede mną pierwsze testy korektora Collection Lasting Perfection ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz z Niego zadowolona tak, jak Ja :)

      Usuń
  2. Odkąd moja pani stomatolog poleciła mi ten zestaw meridol zawsze robię sobie zapasy bedąc w Polsce. Teraz właśnie mi się kończy ta pasta:( Uważam, że dla osób z wrażliwymi dziąsłami te produkty są idealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również znam ten zestaw z polecenia mojej pani stomatolog :)

      Usuń
  3. Żele z lidla niestety przesuszały mi skórę, a krem Vichy miałam i chwaliłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ładnie ci poszło :) zapraszam na rozdanie http://madziakowo.blogspot.com/2015/12/rozdanie-wygraj-paletke-zoeva.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...