piątek, 29 stycznia 2016

Ulubieńcy stycznia 2016

Cześć :) Styczeń uciekł mi dosłownie przez palce, ale to też czas aby podzielić się tym, co było w nim najlepsze (oczywiście z kosmetycznego punktu widzenia:)). Wybrałam 5 kosmetyków, z których byłam, jestem i mam nadzieję, że nadal będę zadowolona.


W końcu znlazła się w moim zestawieniu jakaś odżywka do paznokci,
 ale też po równo miejsce dla pielęgnacji oraz kolorówki :)


Odżywki do paznokci to ciężki dla mnie temat. Mam bardzo słabe paznokcie a czasy swojej świetności zawdzięczały osławionej odżywce Eveline 8w1 - z której po jakimś czasie zrezygnowałam (nie, nie miałam problemów z paznokciami po niej) i czar prysł. Przyzwyczaiłam się do nich, mimo to cały czas szukam jakiejś fajnej odżywki i pewien czas temu padło na Golden Rose Nail Expert Black Diamond Hardener - jest ona przezroczysta, dobrze się aplikuje na paznokcie i szybko wysycha. Efekty są delikatne jeśli chodzi o twardość paznokci, jednak nie używam jej baardzo długo. Mimo to polubiłam ją i regularnie używam - mam nadzieję, że będzie coraz lepiej :)


Dwufazowe płyny do demakijażu oczu polubiłam stosunkowo niedawno (wcześniej miałam przykre doświadczenia) i jak na razie trafiam na fajne produkty. Tym razem mowa o dwufazówce z Nivea o pojemności 125 ml i bardzo delikatnym zapachu, która fajnie zmywa makijaż, nie podrażnia naszych oczu i nie pozostawia tłustej/lepkiej warstwy (najgorsza zmora!). Do  tego produkt jest w rozsądnej, niskiej cenie i możemy zdobyć go w wielu drogeriach :)


Lipowy płyn micelarny z Sylveco to chyba u wielu blogerek klasyk i must have :) Powiem szczerze, że i Ja jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Nie sądziłam, że ten płyn może być tak przyjemny - pachnie delikatnie, a gdy nanosimy go na skórę twarzy mam wrażenie, że nie jest to micel a tonik :) Świetny skład, świetnie koi skórę i domywa resztki makijażu - polecam!


Biała kredka to taka podstawa w mojej kosmetyczce do makijażu codziennego. Obecnie używam kredki Rimmel Soft Kohl w kolorze 071 Pure White i jestem z niej zadowolona. Aplikuję ją głównie na linię wodną i tam pozostaje dobrych kilka godzin, po czym delikatnie "znika" i nie ma po niej śladu. Ważne, że nie podrażnia oczu, łatwo się temperuje a jej cena jest również przystępna.


Mimo, że tą paletkę mam u siebie już miesiąc to za każdym razem, gdy ją otwieram moje oczy cieszą się jak szalone. Zoeva En Taupe jest moją pierwszą tej marki (sentymenty..) i cały czas odkrywam ją na nowo. Ma piękne kolory, mimo, że są chłodne to wspaniale uzupełniają inne odcienie, które posiadam, ale spokojnie można wyczarować nią wiele makijaży. Pigmentacja - cudowna, kolory - cudowne, trwałość - cudowna! Efekt 3C zaliczony :)


I to wszystkie produkty, którymi chciałam się z wami podzielić w tym miesiącu :) Mam nadzieję, że luty również będzie obfitował w ciekawe produkty.

Które produkty znacie ? Co o nich sądzicie?
 Jakie są wasze ulubione w tym miesiącu?

Pozdrawiam :)

środa, 27 stycznia 2016

Nowości kosmetyczne - styczeń 2016

Cześć! Posty z serii "nowości kosmetyczne miesiąca" zaczynam traktować w trochę inny sposób :) To nie tylko zachwycenie się nad ilością kosmetyków czy ich byciem "top" ale też sprawdzenie, czy kosmetyki, które wybieram są mi potrzebne, nie będą na "jeden raz" oraz czy ich ilość nie wyda mi się zbyt duża, wręcz przytłaczająca. Zaczęłam też realizować swoje małe marzenia z listy na rok 2016 i planuję ją sukcesywnie realizować.


Większość produktów to totalne nowości w mojej kosmetyczce, a te,
które się powtarzają to ulubieńcy, którzy bywali na blogu nie raz :)


Pierwszym - najlepszym zakupem tego miesiąca jest paleta cieni Zoeva Cocoa Blend. Marzyłam o niej bardzo długo, ale dopiero po użyciu innej palety tej firmy (En Taupe) stwierdziłam, że nie ma nad czym się zastanawiać. Co mogę powiedzieć? Ten piękny design (kojarzący mi się z Afryką) zawiera w sobie 10 wspaniałych cieni, świetnie napigmentowanych. Znajdziemy tu głównie ciepłe kolory (beże, brązy, złoto), większość z drobinkami, które fajnie mienią się na naszych powiekach :)


Tutaj zestawiłam ciekawy duet. Z lewej strony piękne prezentuje się róż the Balm Down Boy. Tyyyyle o nim słyszałam, a że w mojej kosmetyczce od dawna brakuje klasycznego, może trochę cukierkowego różu postanowiłam skusić się właśnie na ten. To piękne opakowanie z lusterkiem zawiera 9,9 g produktu i wydaje się, że będę je zużywać bardzo długo - ale będę! Jestem oczarowana tym kolorem :) Drugi produkt to totalny klasyk u mnie, czyli podkład Revlon CS 150 Buff do cery tłustej i mieszanej - nie wiem, kiedy przyjdzie jego kres, jak na razie trwa przy mnie cały czas, mieszam i zdradzam go z innymi podkładami a potem potulnie do niego powracam. Lubię za kolor, trwałość, krycie, cenę. Nie lubię za opakowanie :)


Długo wzbraniałam się przed zakupem kredek do ust Golden Rose. W końcu w tym miesiącu - na dwa razy - kupiłam dwa egzemplarze o numerkach 08 i 12. Chciałam jeszcze zapolować na nr 10 ale niestety nie był on dostępny. 08 to fajny, typowy i dość jasny róż, natomiast 12 jest już ciemniejszy, bardziej zgaszony i "brudny", wpada wpada w taki winny odcień, jednak nie jest tak bardzo ciemny.


Na górze te dwie kredki w świetle dziennym :)
Jak na razie jestem bardzo zadowolona z zakupu, użyłam każdej z nich kilkakrotnie,
więc jeszcze trochę potestuję i dam znać.


Przechodząc do pielęgnacji postawiłam na kilka nowości. Mój dotychczasowy olejek do twarzy właśnie się skończył, więc postanowiłam postawić na produkt, o którym czytałam kilka dobrych recenzji, Mowa o uszlachetnionym olejku arganowym do oczyszczania i mycia twarzy Bielenda z kwasem hialuronowym. Jestem bardzo ciekawa jego działania i siły oczyszczania :) 
Niedawno skończył mi się też żel do twarzy i znów postanowiłam wypróbować coś nowego, a jest to kremowy żel do mycia twarzy Dermedic z serii Hydrain3 Hialuro do skóry suchej. Używam go już od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć, że jest delikatny, bardzo ładnie pachnie i po umyciu nie czuję uczucia napiętej skóry. Na razie tyle :)
Na koniec łagodzący płyn do demakijażu oczu Garnier (do każdego typu skóry). Odkryłam go podczas świąt, które spędzałam u mojej rodziny a w połowie stycznia znalazłam go na półce w Biedronce. Zrobił na mnie bardzo dobre, pierwsze wrażenie - oby tak dalej.


Odżywka pielęgnacyjna do włosów Garnier Ultra Doux z olejkiem z awokado to produkt, który jest ze mną od dawna. Dobra, tania i sprawdzona, włosy po niej są delikatne, ujarzmione i dobrze się rozczesują. 
Hydrożelowe płatki pod oczy Perfecty również są ze mną od dawna - nie używam ich regularnie, jednak stosuję je jako "opatrunek", gdy tylko moja skóra tego potrzebuje a ten produkt daje jej ukojenie. 
Na koniec fixer utrwalający makijaż Inglot - miałam go na swojej liście i chciałam go mieć właśnie w takich momentach, gdy chcę, aby mój makijaż trwał trochę dłużej, niż zazwyczaj :) Może nie liczę na super dużą zmianę w tej kwestii, słyszałam też, że fixer fajnie scala nasz makijaż - mam nadzieję, że nie okaże się zbędnym "gadżetem" :)


To wszystkie kosmetyki zakupione przeze mnie w tym miesiącu :) 
Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie? 

Pozdrawiam!

sobota, 23 stycznia 2016

Self Tanning Night Moisture Mask HyH2O Vita Liberata

Cześć! Dziś nadszedł czas na kontynuację postów na temat produktów marki Vita Liberata - dla mnie całkowite odkrycie i nie ukrywam, że znacznie zmieniłam nastawienie do produktów samoopalających. Tym razem również spotkało mnie duże zaskoczenie a to za sprawą ciekawej maski:)


Mowa tu o produkcie, który łączy w sobie funkcje zarówno odżywczej maski z technologią HyH2O™ oraz produktu delikatnie opalającego naszą skórę -
Self Tanning Night Moisture Mask HyH2O.
Produkt o pojemności 65 ml.


Produkt zamknięty jest w ekskluzywnym opakowaniu
(moją uwagę za każdym razem przyciąga kolor nakrętki :) ),
który od razu podświadomie podpowiada nam, że jest to produkt z wyższej półki. 


Na pewno warto zwrócić uwagę na skład - większość zawartych substancji ma pochodzenie naturalne, organiczne czy posiada certyfikat Ecocert. Możemy znaleźć tu m.in. olej z nasion słonecznikamasło sheamasło kakaowewosk pszczeliglicerynęoliwę z oliwekolej z lnu zwyczajnegoproszek z soku aloesowegowitaminę Ekwas mlekowyekstrakt z bylicy alpejskiejekstrakt z jabłekekstrakt z kiwiproteiny chlorelli zwyczajnej,ekstrakt z lnu alpejskiegoekstrakt z malwyekstrakt z rumiankuolejek eteryczny z neroli orazekstrakt z wierzbownicy.
Czego chcieć więcej? :)


Przejdźmy do aplikacji :) Na zdjęciu widać, że jest to produkt o konsystencji klasycznego kremu o żółtym zabarwieniu - bardzo dobrze i przyjemnie rozprowadza się na naszej skórze, nie jest "tępy". Byłam zaskoczona, że wyraźnie nawilżał natychmiastowo skórę i ten efekt utrzymywał się dość długo (kosmetyk potrzebuje trochę czasu na wchłonięcie) a także zapach - na początku pachnie bardzo delikatnie cytrusami, jednak po ok. pół godziny po aplikacji wyczuwałam nuty zapachowe dla typowego samoopalacza, jednak nie był to zapach duszący i mocny.


Muszę przyznać, że jako typowy bladzioch bałam się efektu na drugi dzień (wspomnę, że zawsze aplikuję tą maskę na twarz, szyję i dekolt). Na szczęście nic złego się nie wydarzyło :) Skóra zyskała zdrowy, bardzo delikatnie "opalony" odcień, bez sztucznego efektu oraz bez efektu "odcięcia się" czy też plam. Przekonałam się do tego stopnia, że obecnie używam ten produkt od 2 do 3 razy w tygodniu (zazwyczaj 2) i jak dotąd nie zauważyłam żadnych niespodzianek na mojej skórze. 
Maskę możecie kupić na stronie Sephory [klik] za 149 zł.

Co sądzicie o produktach samoopalających?
Jak podoba wam się ta maska?

Pozdrawiam serdecznie :)

Post powstał przy współpracy z marką Vita Liberata, 
co nie wpłynęło na moją rzetelną opinię na temat produktów tej marki.

czwartek, 21 stycznia 2016

Projekt denko : grudzień 2015 / styczeń 2016

Cześć! Styczeń okazał się dla mnei dość ciężkim miesiącem : dużo pracy, dużo zawirowań, studia itd itp. No tak, musiałam jakoś wytłumaczyć tą nieobecność - chyba z wiekiem moja doba się kurczy :) Ale do rzeczy! Dziś nadszedł ten dzień, gdy puste opakowania po kosmetykach jeszcze raz ujrzą światło dzienne, mowa oczywiście o projekcie denko :)


Jak zwykle dominuje pielęgnacja - kolorówki zużywam stosunkowo mało, jednak w następnych miesiącach na pewno będzie lepiej :)


Żel pod prysznic Avon Senses Indian rituals pachniał przyjemnie, fajny głównie na jesień oraz zimę, jednak nie stał się moim ulubieńcem - typowy średniak za całkiem rozsądną cenę. Emulsja do ciała marki Emolium to produkt, który warto mieć pod ręką : dobrze nawilża nasze ciało, jest praktycznie bezzapachowy, nie zostawia tłustego filmu na skórze i chroni przed podrażnieniami. Na koniec tej trójki znalazł się olejek do ciała Evree z olejkiem arganowym - mimo, że nie przepadam za takimi olejkami ten był całkiem fajny, dobrze natłuszczał moją skórę i  jej nie "obciążał", zapach jednak nie do końca mi odpowiadał, tak więc produkt ok, ale bez efektu "wow" :)


Dwa produkty do włosów, które używam od dłuższego czasu namiętnie i często do nich wracam :) Mowa tu o odżywce do włosów Garnier Fructis Grow Strong - dobrze ujarzmiała moje włosy, wygładzała oraz pielęgnowała, rozczesywanie po myciu również było o wiele przyjemniejsze, będę do niej wracać. Szampon firmy Green Pharmacy do włosów osłabionych i zniszczonych z rumiankiem lekarskim też bardzo fajnie się u mnie sprawdza, włosy są po nim dobrze oczyszczone i lekkie - może zapach nie jest zniewalający, ale lubię przede wszystkim za działanie i rozsądną cenę.


Szare mydło jest ze mną dzięki wam od pewnego czasu i tak - poszła już kolejna kostka, fajny niezbędnik, m.in. do mycia pędzli :) Płyn micelarny z Sephory nie miał okazji bliżej się zaprezentować na moim blogu, a nawet muszę przyznać, że się polubiliśmy. Nie podrażniał ani mojej skóry, ani oczy, dobrze zmywał resztki makijażu, jednak myślę, że w tej cenie (a nawet niższej) mogę znaleźć lepszy micel, jak np, z Sylveco czy Bourjois. Na koniec żel do mycia twarzy LRP Lipikar Surgras - był ok, jednak moim ulubionym czyścicielem zostaje z LRP jednak Effaclar, który radzi sobie trochę lepiej :)

 
Mgiełka zapachowa B&BW Sweet Pea to jeden z moich ulubionych zapachów i niestety się skończył - może bardziej pasuje na wiosenno-letnie klimaty, jest bardziej słodki i lekki, mimo to uwielbiam non stop! Obok znalazł się zmywacz do paznokci Isana z olejkiem pielęgnacyjnym, który zna większość z was a Ja używam od wielu lat i na razie nie planuję zmienić:)


Scholl Fresh Step Dezodorant mam pod ręką też już baaardzo długo,
spisuje się w różnych sytuacjach a do tego jest wydajny,
zazwyczaj kupuję go na promocji w Rossmannie. 


Kolejne dwa moje hity :) Krem do rąk Evree do bardzo suchej i wrażliwej skóry zużywam w dużych ilościach, szczególnie zimą. Szybko się wchłania, dobrze rozprowadza na dłoniach a do tego bardzo delikatnie i przyjemnie pachnie. Kulka Vichy jest ze mną i będzie, chyba dopóki jej nie wycofają :) Zbiera dobre recenzje a Ja pod nimi się podpisuję - najlepszy antyperspirant ever!


Na koniec skromna kolorówka :) Pomadki Nivea: jedna z serii Vitamin Shake, która była bardzo przeciętna i Fruty Shine, którą bardzo lubię i nadaje moim ustom malinowy kolor (zawsze mam ją w torebce). Revlon CS w kolorze 150 Buff do cery tłustej i mieszanej to podkład, któremu również jestem wierna od wielu lat. Jest to podkład ciężki, dobrze kryjący i idealny dla bladziochów. Ja obecnie mieszam go np. z Bourjois HM czy kremem  CC z Bell. Na koniec mój ulubiony tusz do rzęs z niższej półki cenowej Eveline Cosmetics w kolorze czarnym - bardzo fajny do dziennych makijaży, z resztą.. tyle już o nim pisałam :))


I to byłoby na tyle - dajcie koniecznie znać w komentarzach, jakie kosmetyki znacie z tych wymienionych i co o nich sądzicie :) 

Pozdrawiam!

sobota, 9 stycznia 2016

Akrylowa szafka do przechowywania kosmetyków

Cześć! Organizacja kosmetyków to u mnie dość ciężki temat - miejsce ich przechowywania zmieniało się kilkakrotnie, kombinowałam z różnymi kosmetyczkami, pudełkami, szufladami w komodzie (w których obecnie trzymam kosmetyki do pielęgancji itp), jedynie moje pomadki i konturówki do ust znalazły swoje miejsce w plastikowym, przezroczystym organizerze. Mikołaj jednak pomógł mi w rozwiązaniu tego problemu..


Zdjęcia robiłam na gorąco, dość szybko - zaraz po wstępnym uzupełnieniu szufladek (obecnie produktów jest trochę więcej po przeszukaniu wszelkich zakamarków :)). 
Jest to akrylowa szafka, która została zamówiona TU.
Szafka posiada 4 płytsze szuflady, jedną głęboką i jedną kuwetkę otwieraną od góry.
Na razie postawiłam ją na moim biurku obok laptopa i wiklinowego koszyczka z różnościami.
Wyeliminowałam tu totalnie zbędne i nietrafione produkty, których i tak bym nie używała, a zajmowałyby niepotrzebne miejsce.


Ze względu na to, że kuweta otwiera się do góry, a sama szafka jest postawiona tuż pod wiszącym meblem postanowiłam umieścić w niej rzeczy, z których korzystam najrzadziej. Jest tu całkowity misz-masz, czyli : cienie, korektor, błyszczyki, róż, puder itd. Trochę się tego uzbierało, jednak zrobiłam także mały przegląd wcześniej i kilka takich produktów skończyło swój żywot w koszu lub u kogoś innego.


Pierwsza szufladka od góry zdominowana jest przez BB kremy (Maybelline), CC kremy (Bourjois, Bell), podkłady (Catrice, Bourjois, Revlon), korektory (Collection) i serum do twarzy L'oreal. Jak na razie nie zamierzam powiększać tej szuflady, chyba, że kiedyś zdecyduję się na mój wymarzony Double Wear :)


Druga szufladka jest dość ubogo zapełniona przez produkty do twarzy : puder prasowany od Sephory, róże (Bourjois, Inglot i The Balm), rozświetlacze (Bell i Wibo) oraz pomadę do brwi Inglot. Na razie w tej części również nie potrzebuję żadnego nowego produktu, marzą mi się tylko bronzer Bahama Mama i róż Down Boy The Balm :)


Kolejna - trzecia szufladka należy do produktów związanych z makijażem oczu. Umieściłam tu tusz do rzęs (w sumie dwa te same od Eveline - jeden kończący swój żywot i ten drugi, który czeka na otwarcie), eyelinery, kredki do oczu, Duraline, eyelinery w słoiczkach, jeden cień z Inglota (dołączony do jednej z gazet) oraz Color Tattoo od Maybelline w kolorze 40, który używam do brwi.


Czwarta z mniejszych szufladek zawiera palety do cieni plus dwa pojedyncze cienie (Catrice, od lewej : nr 410 i 120). Znajduje się tu mój najnowszy nabytek, czyli paleta Zoeva En Taupe, dwie paletki cieni (z bronzerem) Inglot, paletka MUR Death By Chocolate oraz dwie paletki Sleek : Au Naturel oraz Respect, które używam już dość rzadko. Myślę jeszcze nad jedną paletką Zoevy, jednak na razie nie planuję dodatkowych zakupów :)


Ostatnia, głęboka szuflada jeszcze nie jest do końca zaplanowana. Wrzuciłam tutaj dwie paletki cieni : MUR Iconic 1 oraz Sleek Oh So Special, które bardzo lubię i cały czas z nich korzystam (nie zmieściły się w szufladce wyżej) oraz dwa żele do rąk z B&BW.

Muszę przyznać, że dobrze czuję się z uporządkowanymi kosmetykami oraz ograniczeniem ich ilości. Cały czas staram się z rozwagą planować swoje zakupy, uzupełniać moją kosmetyczkę i skupiać się na jakości a nie na ilości. Ale to temat na osobny post, może kiedyś odważę się napisać trochę więcej na ten temat.

Dajcie znać, co sądzicie o tej szafce, o ilości kosmetyków i jak wy przechowujecie swoje kosmetyki :)

Pozdrawiam!

środa, 6 stycznia 2016

Bielenda Golden Oils - Ultra nawilżający olejek do ciała z drogocennymi olejkami

Cześć! O olejkach do twarzy pisałam już kilkakrotnie na moim blogu, jednak o tych do ciała nie wspominałam, ponieważ moje doświadczenie z nimi jest bardzo małe. Ostatnio pojawił się u mnie nowy produkt właśnie do pielęgnacji ciała, który wywołał u mnie mieszanie uczucia.


Mowa o ultranawilżającym olejku do ciała z drogocennymi olejkami od Bielendy z serii Golden Oils.

Od producenta :

zawiera w sobie prawdziwą moc drogocennych olejków piękna. Nawilżająca formuła bazuje na połączeniu pielęgnujących i regenerujących właściwości szlachetnych olejków z najdalszych zakątków świata:
OLEJEK MAKADAMIA  –nawilża i odżywia skórę suchą i łuszczącą się.
OLEJEK MARULA – ceniony za swoje właściwości przeciwstarzeniowe, uzupełnia płaszcz lipidowy naskórka.
OLEJEK KUKUI – łagodzi podrażnienia i zmiękcza naskórek.
Podaruj swojej skórze bogactwo olejkowego luksusu, otul ciało cudownym zapachem ciepłych olejkowych nut.

Cena:
ok. 16 zł

Pojemność:
150 ml


Na początku opakowanie - jest ono lekkie i przyjemne w użyciu, przezroczyste, dzięki czemu możemy podejrzeć, ile produktu zostało nam do końca.
Kolejną, dość istotną kwestią jest dozowanie : uwielbiam produkty, które rozpylamy na ciele za pomocą atomizera w spray'u. Jest to bardzo wygodne i dzięki temu kosmetyk szybciej aplikujemy na skórę.
Przechodząc do zapachu miałam znaczną zagwozdkę. Domyślam się, że wiele osób może być zadowolonych - jest on kwiatowo-owocowy, jednak dla mnie trochę męczący. Bardzo szybko zaczyna mnie drażnić, ciężko mi określić "czemu" - zwyczajnie jest dla mnie za ciężki.



Ten olejek wydaje mi się dość specyficzny. Za pierwszym razem użyłam go w zbyt dużej ilości, po czym dał mi "rozgrzewający", wręcz nieprzyjemny efekt, źle się z tym czułam (nie, nie wylałam na siebie połowy opakowania na raz :)). Mimo, iż aplikacja wydaje się fajna, a produkt całkiem nieźle rozprowadza się na skórze, to mam wrażenie, że natłuszczenie skóry jest dość pozorne. Nie jest to taki efekt, że skóra jest po nim długotrwale przyjemna, po następnej kąpieli wydawała mi się nawet bardziej sucha niż wcześniej. Ciężko mi powiedzieć, czy to leży po mojej stronie, np. że źle aplikuję produkt (lub coś innego), czy moja skóra reaguje tak na ten kosmetyk czy jest to po prostu średniej jakości olejek. Dam mu na pewno jeszcze szansę, ale drugi raz na pewno nie zdecydowałabym się na ten produkt.

Znacie ten olejek?
Jakie olejki polecacie do pielęgnacji ciała? 
Jakie są wasze ulubione?

Pozdrawiam :)

niedziela, 3 stycznia 2016

Pierwsza paleta od Zoeva : En Taupe

Od wielu miesięcy chodził mi po głowie zakup palety Zoeva. Ich przepiękne kolory, świetne opakowania i ogólnie cały szum, który je otaczał wpływał na ich korzyść bardzo mocno a Ja co jakiś czas zaglądałam na strony internetowe i nie mogłam się zdecydować. Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia nastał ten moment, gdy jedna z nich trafiła w moje ręce :)


Paletka En Taupe pojawiła się w tym roku i jest chyba najmłodszą (bądź jedną z najmłodszych) paletą Zoevy. Jej koszt to ok. 73 zł (w zależności od strony internetowej), więc tak jak większość palet tej marki.



Paletka zawiera w sobie 10 cieni - 4 matowe oraz 6 błyszczących, z drobinkami. 
Każdy z nich waży 1,5 g.


Oglądając zdjęcia w sieci, myślałam że cienie w tej paletce będą nieco bardziej ciepłe. Jednak "na żywo" musimy liczyć się z tym, że są to głównie chłodne odcienie, najbliżej tym ciepłym odsłonom jest tutaj "handmade" (który też lekko lekko pyli) i "outline". Ja jak dotąd zazwyczaj decydowałam się na cieplejsze tony, a ta paletka doskonale uzupełnia te "chłodne" braki, bo takich kolorów mi brakowało. Nie udało mi się uchwycić tej dobrej pigmentacji, jaką charakteryzuje ta paletka - jeśli macie paletki Zoeva, to doskonale wiecie, o czym mówię. 
Mam ją dość krótko, mimo to wykorzystuję ją niemal codziennie do moich makijaży (głównie do pracy) i jak na razie jestem z tego prezentu bardzo zadowolona. Trwałość cieni jest świetna, utrzymują się bardzo długo i nie zbierają w załamaniu powieki. Będę używać jej dalej, mam nadzieję, że jeszcze nie raz pojawi się na moim blogu.


Znacie paletki Zoeva? 
Jaka jest waszą ulubioną?
Co o nich sądzicie?

Pozdrawiam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...