piątek, 30 grudnia 2016

Unboxing - ShinyBox grudzień 2016

Baaaardzo długi czas minął, odkąd zamówiłam jakiekolwiek pudełko z niespodziankami kosmetycznymi. W związku z magią Świąt, grudniowym szałem zakupów postanowiłam zrobić sobie mały prezent w postaci jednego z dostępnych pudełek kosmetycznych i padło na ShinyBox. Zupełnie nie śledziłam tego "co w trawie piszczy", czyli jakie te pudełka mają recenzję i czego mogę się ewentualnie spodziewać. Chciałam zostać zaskoczona, i w sumie twórcom tego pudełka to się po części udało.

Opakowanie tego pudełka jest oczywiście w kolorach świątecznych, czyli butelkowej zieleni 
i pięknej czerwieni, możemy je schować pod choinkę i będzie się ładnie prezentować.


Na początku chciałabym zaznaczyć, że otrzymałam pudełko bez tzw. "produktów VIP" na które składało się dodatkowo : balsam do ciała Vianek (produkt pełnowymiarowy) oraz pomadka ochronna BIO Quiz 
(produkt pełnowymiarowy).

W pudełku - oprócz produktów niespodzianek - znalazłam kilka ulotek, rabatów do sklepów on-line i treści informacyjne oraz informację z tym, co znajdę w środku, co również Wam bliżej przedstawię.


Oleofarm, Len mielony (produkt pełnowymiarowy)
8,50 zł za 200 g
Wiele dobrego słyszałam o wpływie lnu na nasz organizm, a szczególnie na funkcjonowanie układu trawiennego. Tutaj len rekomendowany jest jako produkt do "przygotowania domowych maseczek do włosów lub twarzy", jednak ja również będę dodawać go do jedzenia, np. jogurtu z musli, soków warzywno-owocowych czy innych potraw.


Bispol, świece zapachowe
4,00 zł za opakowanie
Do mnie trafiła wersja "Grzane wino", ale również mogłam trafić na "Czekolada z wiśnią". Jest to miły dodatek "zapychacz", o ładnym, zimowym zapachu, który przywodzi na myśl świąteczny czas. 


Perfect Beauty by Ados, Mascara ZOOM LASH Extreme Black
6,30 zł za 12 g
Niestety mam w zapasie dwie nowe, ulubione mascary Eveline i nie wiem, kiedy skorzystam z tej :) Ciężko powiedzieć, czego mogę się spodziewać. Firmy nie znam, produkt bardzo tani więc tylko testowanie mi 
pozostaje :) Mam nadzieję, że po jego użyciu zostanie mi kilka rzęs!


Farmona, Ekstremalny krem dla sportowców SPF 50
11,50 zł za 50 ml 
Jak wyjęłam ten produkt z pudełka, pomyślałam "serio...?". Szczerze uważam, że to jeden z najsłabszych punktów tego pudełka. Sportowcem nie jestem, tym bardziej zimowym i na narty się nie wybieram. Ciężko "sprzedać" taki produkt, no ale wylądował w pudełku i sobie jest. Raczej oddam go w dobre ręce, 
nie planuję go używać.


Prosalon Professional, nawilżająca odżywka dwufazowa
12,00 zł za 200 g
Hm, muszę przyznać, że kiedyś lubiłam odżywki w spray'u i bez spłukiwania, ale się z nich wyleczyłam i już raczej nie powracam, bo mam wrażenie że obciążają moje włosy i dają znikome efekty. Mimo to zaryzykuję i wypróbuję ten produkt, mimo że wrażenia na mnie nie zrobił.


BioOleo cosmetics, Olej ze Słodkich Migdałów
60,00 zł za 30 ml
I to jest najmocniejszy punkt tego boxa. Mogłam znaleźć w pudełku również oleje: marula, avocado, argan, z nasion marchwi, macadamia czy jojoba. Cieszę się jednak z tego, bo nigdy nie miałam z nim do czynienia. Ciekawie pachnie a na okres zimowy planuję dodawać go do moich kremów. Postaram się również znaleźć w sieci informacje, na jakie sposoby mogę go zastosować w mojej pielęgnacji.


Constance Carroll, Vinyl Nail Polish
6,30 zł za 10 ml
W ulotce inforamcyjnej znajdziemy idealne zdanie "do tej edycji dołączony jest błyszczący odcień - idealny na Święta czy zabawę sylwestrową". Nie, nie i jeszcze raz nie. Okrutny brokat zawarty w tym lakierze jest nie do przejścia. Pomalowałam nim jeden paznokieć przy otwieraniu pudełka i po chwili go zmywałam. Kiepski pędzelek, fatalne smurzenie skreślają go zupełnie. Na zdjęciu wygląda przyzwoicie, ale w rzeczywistości 
niestety nie jest już tak kolorowo ..


Mieszadełko, Zestaw upominków do wykonania kosmetyków DIY
30,00 zł za zestaw
Jest to zestaw pięciu produktów do samodzielnego przygotowania np. balsamu do ciała, balsamu do ust, peelingu malinowego, odżywczo-nawilżającej maseczki do włosów lub serum olejowego. Bardzo ucieszyłam się z wiodącego zapachu, czyli maliny, którą uwielbiam. Myślę, że skupię się głównie na wykonaniu peelingu malinowego, bo jego jestem najbardziej ciekawa :) 


Podsumowując, tak na prawdę zadowolona jestem głównie z dwóch produktów, czyli z olejku ze słodkich migdałów BioOleo oraz zestawu składników do wykonania kosmetyków DIY Mieszadełko, które w mojej opinii uratowały to pudełko przed totalnym rozczarowaniem :) Reszta produktów, to takie "meh" jak w swoich filmikach mówi Maxineczka :) Myślę, że gdybym znała zwartość wcześniej nie skusiłabym się na to pudełko. Mimo to cieszę się, że będę mogła wypróbować produkty, których nigdy wcześniej nie używałam.


Co sądzicie o tym pudełku?
Zamawiacie ShinyBox'y ?

pozdrawiam :)

środa, 28 grudnia 2016

Nowości kosmetyczne - grudzień 2016

W tym roku grudzień - bynajmniej u mnie - bogaty był w nowości szczególnie te pielęgnacyjne. Jeśli już sobie coś wybierałam, to były to uzupełnienia kosmetyków "łazienkowych", a jeśli coś miało wylądować pod choinką - również prosiłam o konkretne produkty pielęgnacyjne. Z kolorówki w tym miesiącu (a dokładnie dziś :)) kupiłam pomadkę Maybelline w moim ukochanym kolorze Mystic Mauve, której zabrakło tutaj na zdjęciach.


W grudniowych nowościach kosmetycznych znalazły się dwa produkty, 
do których wracam i które już używałam wcześniej, a mowa tu 
o kremowym żelu do mycia Dermedic oraz o odżywce do cienkich i 
słabych włosów Aussie:)


Zacznę od produktu, który dostałam od marki Nivea podczas warszawskiego Eventu właśnie w tym miesiącu. Moim numerem 1 jak do tej pory była i jest kulka Vichy, jednak po otworzeniu tego opakowania jestem mile zaskoczona przede wszystkim zapachem produktu (nawet delikatnie przypominającego właśnie tego z Vichy). Dostałam również spray z tej samej linii zapachowej Invisible, który oddałam koleżance, bo wolę antyperspiranty w kulce. Producent obiecuje, że na ubraniach nie pojawią się ani białe ani żółte plamy
mam nadzieję, że ta obietnica będzie spełniona :)


Maski w płachcie to moja miłość. Cały czas próbuję nowych, żeby móc porównać efekty. W tym zestawieniu padł wybór na Moisture+Comfort maska kompres super nawilżenie i ukojenie marki Garnier oraz troszkę tańsza, czyli maska ujędrniająca Lomi Lomi z ogórkiem. Maska Garniera to koszt ok 9-10 zł, 
a Lomi Lomi ok. 5 zł. Nie znam żadnej, mam nadzieję, że tak jak poprzednie (z Garniera czy Skin79) dobrze nawilżą i wygładzą moją skórę, dając jej ukojenie :)


Z marką Markell Cosmetics spotykam się po raz pierwszy i jestem jej bardzo ciekawa. Postawiłam na krem pod oczy z ekstraktem ze śluzu ślimaka, który ma działać odżywczo i nawilżająco, a także wyrównać koloryt skóry, rozjaśnić sińce pod oczami. Kosmetyk zawiera w sobie również kwas hialuronowy, który ma za zadanie intensywnie nawilżyć skórę. Wszystko brzmi świetnie, a jak będzie to niedługo się przekonam :)


Jeśli jesteśmy w tematyce pielęgnacji okolic oczu, muszę wspomnieć o produkcie, który wpadł w moje ręce dzięki Mamie. Podarowała mi odżywczy fliud pod oczy marki Mary Kay z serii Timewise, który ma odświeżyć okolicę oczu, naładować ją energią. Producent podkreśla, że tego produktu mogą używać osoby noszące szkła kontaktowe. Produkt nie jest tani, bo jego cena katalogowa wynosi 129 zł, więc na pewno będę liczyła na fajne działanie. 


Produkt, który dobrze znam i używam od ok. roku to kremowy żel do mycia Hydrain Hialuro marki Dermedic. Żel przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej. Ja mam skórę normalną w kierunku mieszanej, ale ten żel jest ze mną każdego ranka i dobrze realizuje swoje zadanie. Jest on bardzo delikatny i przyjemny w użyciu, nie czuć po nim efektu ściągnięcia skóry, dobrze się rozprowadza i delikatnie myje skórę po wieczornej pielęgnacji, przygotowując ją na cały dzień :)


Produkty nieznanej mi dotąd marki Baylis&Harding dostałam w prezencie gwiazdkowym i już za chwilkę zacznę ich testowanie. Moja seria jest o zapachu słodkiej mandarynki i grejpfruta, czyli mieszanki zapachowo pobudzającej. W tym zestawie mamy żel myjący pod prysznic, masełko do ciała oraz sól do kąpieli. Najbardziej zadowolona jestem z soli do kąpieli, bo uwielbiam dodawać do wanny różne pachnące dodatki :)


Odżywka do cienkich i slabych włosów Aussie Aussome Volume Conditioner to produkt, o którym już wspominałam na blogu. Tym razem zakupiłam ją na promocji w Rossmannie, żeby wrócić do starego znajomego i przypomnieć sobie jej dobre działanie. Dzięki niej moje cienkie włosy dobrze się rozczesują, są ujarzmione i po prostu ładnie wyglądają :) Stosuję ją średnio co drugie mycie, na przemian 
z odżywką Johna Friedy.

  
Jeśli chodzi o włosy to na mojej półce w łazience znalazł się balsam-maska wzmacniająca marki Markell Cosmetics z serii Natural Line. W jej składzie znajdziemy olejek migdałowy czy oliwę z oliwek. Producent zaznaczył, że produkt jest wolny od parabenów, olejów mineralnych czy barwników. Może jej zapach nie przypomina masek z Kallosa, ale liczę na dobre działanie i odżywienie moich włosów zimową porą :)


Na koniec cukiereczek :) Czyli zestaw upominkowy w kształcie cukierka Snap marki Bomb Cosmetics. W środku znajdują się trzy, bardzo mocno pachnące kule do kąpieli. Jak na razie zużyłam już jedną i jestem zachwycona zarówno zapachem, kolorem jak i efektem nawilżenia skóry. 
Oby więcej takich prezentów w takich słodkich opakowaniach :)


Mam nadzieję, że wszystkie te prdukty za jakiś czas trafią do kategorii ulubieńców bądź chociaż 
będę mogła do nich powrócić przy kolejnych zakupach :)

Co sądzicie o tych produktach?
Które z nich znacie?


pozdrawiam :)

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia Świąteczne

W ten szczególny dla Nas czas chciałabym przesłać Wam
 serdeczne życzenia Bożonarodzeniowe!

Zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia,
spędzonych w gronie rodziny i najbliższych osób.
Wymarzonych prezentów, dużo uśmiechu 
i wesołego kolędowania.
Aby ten czas przyniósł Wam spokój, szczęście i radość.



Wesołych Świąt!
życzy Invierno Beauty :)


poniedziałek, 19 grudnia 2016

3 sprawdzone rozświetlacze drogeryjne

Ostatnio na blogu napisałam recenzję paletki z rozświetlaczami od Wibo, ale pomyślałam sobie, że chętnie wspomnę o mich trzech ulubionych, pojedynczych produktach do rozświetlenia naszej cery, które możemy kupić w Rossmannie :)


Warto zaznaczyć, że są to produkty z niższej półki cenowej, nie przekraczające 20 zł. 


Pierwszym i zarazem najnowszym w mojej kosmetyczce rozświetlaczem jest Gold Highlighter marki Lovely. Swoje "5 minut" miał już dawno, ale Ja dopiero kilka miesięcy temu postanowiłam się na niego skusić. 
Do wyboru mamy dwa odcienie tego produktu, Ja zdecydowałam się na ten o ciepłym odcieniu. 
Kolor przypomina mi tzw. "różowe złoto" i pięknie mieni się na naszej twarzy. 
Jest to produkt świetnie napigmentowany, więc trzeba na niego uważać przy aplikacji. 
W Rossmannie możemy go kupić za cenę poniżej 10 zł, a teraz jest na promocji - za 7,39 zł
więc warto wypróbować!


O tym produkcie robiłam osobny post na moim blogu, ale dziś nie mogło go tutaj zabraknąć :) Mowa o rozświetlaczu prasowanym Diamond Illuminator marki Wibo, który jest ze mną ponad półtora roku i jak widzicie na zdjęciu - jest nie do zdarcia :) Już dziś mogę powiedzieć, że jest bardzo wydajny. Opakowanie, które z początku wydawało mi się mało trwałe - do dziś przetrwało (również w podróżach) i ma się bardzo dobrze. Ten rozświetlacz jest nieco mniej napigmentowany niż z Lovely, ale nadal - bardzo ładnie (i długo) utrzymuje się na naszej skórze. Dzięki temu, że jest drobno zmielony, na twarzy tworzy ładną taflę, 
dając jednolite wykończenie makijażu.
Jego cena to ok. 10 zł w Rossmannie, więc podobnie jak rozświetlacza marki Lovely.


Nie mogło tu też zabraknąć rozświetlacza marki Bell z serii HypoAllergenic - Face&Body Illuminating Powder nr 01, który jest ze mną ponad rok. Ten rozświetlacz - w odróżnieniu od poprzednich - zawiera w sobie drobno zmielone, srebrzyste drobinki, dlatego daje też chłodniejsze wykończenie. Jest też "najdroższym" z wymienionych rozświetlaczy, bo jego cena to ok. 15-16 zł (w Rossmannie). Mimo zwykłego, plastikowego opakowania jest ono cały czas stabilne i nic się z nim nie dzieje, a zużycie samego kosmetyku też jest niewielkie, mimo że używam go dość często. 


Nie zawsze tanie=dobre, ale w tym wypadku te trzy rozświetlacze są godne polecenia :) Każdy z nich daje inny efekt na skórze, ale ich wspólnymi cechami bez wątpienia są trwałość, dobra pigmentacja i wykończenie. Może w przyszłości sięgne jeszcze po inne drogeryjne rozświetlacze, jednak na razie mam ich wystarczającą ilość (plus te w paletkach) :)

Jakie są wasze ulubione rozświetlacze?
Co sądzicie o tych przedstawionych przeze mnie?


pozdrawiam :)

piątek, 16 grudnia 2016

Małe zakupy - nowości :)

Ostatnio staram się kupować jak najmniej nadprogramowych kosmetyków, gadżetów i innych rzeczy, ale jednak poczyniłam małe zakupy w jednym ze sklepów internetowych i jestem z nich zadowolona, a zaraz przedstawię je bliżej :)


Kusiło mnie wiele produktów kolorowych ale staram się ich unikać i nie magazynować :) Postawiłam zarówno na produkt, który doskonale znam - pomadkę z peelingiem Sylveco, ale przede wszystkim na nowości czyli kosmetyki SKIN79 a także na nową miłość, czyli woski w typowo świątecznych odsłonach :)


Pierwszym z produktów jest Skin79 Golden Snail Hydro Gel Mask 24K Gold, czyli maseczka w płachcie, która kosztuje ok. 20 zł. Zastanawiałam się długo, czy ją dodać do koszyka, ale dziś nie żałuję. Muszę przyznać, że już ją użyłam i jestem zachwycona! To, jak pięknie nawilża, rozświetla i wygładza skórę jest warte każdej złotówki. Maska zawiera złoto, kolagen, elastynę, witaminy A, C, E więc wiele dobrodziejstw :)


Woski, woski, woski... :) Jak zawsze wybór jest ogromny, że kupiłabym je od razu wszystkie! Tym razem postanwiłam na dwa świąteczne zapachy, czyli Winter Glow oraz Sparkling Snow. Zapachy wydają mi się dość podobne, zarówno jeden jak i drugi mają nuty męskich perfum. Sparkling Snow kojarzy mi się trochę ze świeżym świerkiem a Winter Glow z kremowymi nutami. 


Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco to mój must have, który mogę Wam polecić, szczególnie jeśli macie problem z przesuszającymi się ustami, a okres zimowy niestety temu sprzyja. Bardzo ładnie pachnie, a na ustach zostawia drobinki peelingujące, które po chwili pod wpływem ciepła się rozpuszczają. Usta po jej użyciu są miękkie, delikatnie i odżywione.


Na koniec krem BB marki Skin79 z serii Golden Snail - produkt, którego byłam ciekawa od dawna. Od samego początku bardzo spodobało mi się opakowanie oraz sposób dozowania produktu. Sam kolor kremu BB wpada w różowe tony, co nie do końca mi się podoba, jednak na twarzy wygląda całkiem ładnie. Nic więcej na razie nie mogę powiedzieć na temat tego produktu, oby się dobrze spisał!


Znacie te produkty?
Co o nich sądzicie?
Jakie zakupy ostatnio poczyniłyście?:)


Pozdrawiam!


poniedziałek, 12 grudnia 2016

Wibo Strobing Make Up Skimmers Kit

Dziś na blogu znów zagości produkt marki Wibo, ale cóż poradzę, skoro jesienią tego roku marka rozpieściła Nas wieloma nowościami, które bez wątpienia kuszą i prezentują się na prawdę przyzwoicie. Jedną z tych ciekawych, jesiennych nowości jest paleta rozświetlaczy Strobing Make Up Skimmers Kit :)


Od producenta: 

Wyjątkowa formuła rozświetlaczy, gwarantuje trwałość i intensywny blask. Zestaw zawiera dwa bardzo drobno zmikronizowane odcienie: jeden ze złotą poświatą, drugi ze srebrną poświatą. Dają one efekt mokrego policzka. Dwa odcienie złota o kremowej konsystencji nadające metalicznego blasku. Kasetka wyposażona w duże lusterko i palikator. Zestaw o wszechstronnym zastosowaniu. Idealny do wykonania makijażu najmodniejszą techniką strobingu.


Cena produktu wynosi 29,99 zł
Waga : 9 g



Nasze cztery rozświetlacze zamknięte są w eleganckiej, lustrzanej paletce, zamykanej na magnez. W środku znajdziemy fajne, duże lusterko pędzelek - jak widzicie na zdjęciu niżej cały czas trzymam go w folijce (zorientowałam się już po zrobieniu zdjęć), 
bo zupełnie z niego nie korzystam :)


W naszym małym cudeńku tak jak wspomniałam, znajdziemy 4 różne rozświetlacze. Muszę przyznać, że po otworzeniu stwierdziłam "Aha, to mamy dwa rozświetlacze i dwa karnawałowe cienie do powiek" :) 


Jak dotąd odważyłam się użyć do konturowania twarzy dwa rozświetlacze, znajdujące się w prawej części paletki. Są na wysokim poziomie - dobrze napigmentowane, posiadają wyraźne drobinki (nie brokatowe!), dają efekt "tafli" na twarzy, nie są kiczowate. Również trwałość produktu na naszej twarzy jest godna uwagi - rozświetlacze ładnie komponują się z całą resztą makijażu, pięknie odbijają światło i dzielnie trzymają się cały dzień.
Co do dwóch pozostałych kolorów - czyli mocniejszego złota i świetlistego brązu mam mieszane uczucia. Może też dlatego, że jestem zwolenniczką dość klasycznych i stonowanych makijaży :) Bez wątpienia wykorzystam je puntkowo przy makijażu sylwestrowym/karnawałowym :)


Co sądzicie o tej paletce?
Jakie są wasze ulubione rozświetlacze?

pozdrawiam :)

piątek, 9 grudnia 2016

MY WONDER BALM MIYA COSMETICS - I LOVE ME ODŻYWCZY KREM Z OLEJKIEM Z RÓŻY

Na początku września, gdy czułam już zbliżającą się jesień postanowiłam rozejrzeć się za kremem nawilżającym, który ochroniłby moją skórę przed zimnym wiatrem a w nocy dał ukojenie i nawilżył tak, abym rano budziła się bez suchych skórek. W tym też czasie kilkakrotnie natknęłam się w sieci na markę MIYA Cosmetics, która reklamowała swoje kremy do zadań specjalnych. Po przychylnych opiniach w blogosferze, postanowiłam skusić się na jeden z nich i zupełnie przypadkowo postawiłam na różowiutki "I love Me".


Krem ma dość sporą pojemność, bo aż 75 ml
Cena za taką tubkę na stronie producenta wynosi 29,99 zł.


Muszę przyznać, że produkt kusi nas całkiem niezłym składem
Znajdziemy tutaj  olej sezamowy, sojowy, różany, macadamia, słonecznikowy, ekstrakt z planktonu 
a także z alg (w tym alg brunatnych), wyciąg z kopru morskiego.
Producent ponadto zapewnia nas, że krem nie zawiera parabenów, 
silikonów, olejów mineralnych, parafiny, PEG-ów, sztucznych barwników oraz glikolu propylenowego. 


Na początku nie myślałam, czy będę go używała jako krem pod makijaż czy jako krem nocny, ewentualnie i rano i wieczorem :) Muszę przyznać, że wolę go w wersji "na noc" - pod makijażem spisuje się całkiem nieźle, jednak wolę inne produkty w tej roli. Na noc za to jest jak najbardziej ok, urzeka swoim delikatnym różanym zapachem, dobrze rozprowadza się na skórze i mam poczucie, że ją koi i fajnie nawilża.


Plusem tego kremu jest na pewno to, że rano nie mam uczucia ściągniętej skóry ani żadnych podrażnień czy zaczerwienień. Jestem zadowolona z tego, że produkt ani razu nie przysporzył mi problemu, np. w postaci jakiś wyprysków czy innych nieprzewidzianych rzeczy. Mogę go polecić osobom, które potrzebują fajnego nawilżenia za rozsądną cenę :)

Jakie są wasze ulubione kremy?
Czy znacie kremy marki MIYA Cosmetics?
Co o nich sądzicie?


Pozdrawiam :)

środa, 7 grudnia 2016

Wibo Ecstasy Blusher

Cześć, dziś postanowiłam podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat popularnego w ostatnim czasie produktu marki Wibo, czyli Ecstasy Blusher. Dzięki niskiej cenie, dostępności a także łudząco przypominającego kultowego różu z NARS opakowaniu jest to produkt po który wiele z nas sięgnęło. Muszę przyznać, że od początku się na niego czaiłam i chciałam go wypróbować.


Spośród kilku dostępnych kolorów skusiłam się na nr 1, czyli róż w odcieniach różano-brzoskwiniowych ze złotymi drobinkami. 
Jego standardowa cena w Rossmannie wynosi 20,49 zł (Ja nabyłam go na promocji).
Waga produktu - 4,5 g.


Zacznijmy od opakowania. Muszę przyznać, że jest ono na prawdę fajnie zrobione. 
Plastik wydaje się dobrej jakości, zamykanie i otwieranie produktu nie stanowi żadnego problemu, 
a wkomponowane lusterko dodaje jeszcze większego uroku. 
Moim zdaniem - nie ma się do czego przyczepić :)


Wibo Ecstasy Blusher tak jak wspomniałam to taka zaróżowiona brzoskwinka ze złotymi drobinkami. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to róż i rozświetlacz w jednym, ale zachowany w dobrym tonie. 
Na początku myślałam, że konsystencja produktu jest zbyt mocno zbita i będzie problem z aplikacją. Moje obawy szybko jednak zostały rozwiane. Róż aplikuje się bardzo przyjemnie, dobrze współgra z moim pędzlem, czyli Hakuro H21. 
Pigmentacja również prezentuje dość wysoki poziom. Może nie jest tak dobra, jak np. w Down Boy od TheBalm, ale - jak za taką cenę - satysfakcjonująca.


Myślę, że Wibo Ecstasy Blusher to produkt, który możemy opisać "cena=jakość". Możemy go wykorzystać zarówno do makijażu dziennego jak i wieczornego. Jego intensywność na policzkach możemy budować, ciężko nim zrobić sobie krzywdę. Utrzymuje się dość długo na naszych policzkach, nie "wędrując" przy tym po całej twarzy :)

Jakie są wasze ulubione róże?
Co sądzicie o Wibo Ecstasy Blusher?

pozdrawiam :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Ulubiony duet do włosów blond - szampon & odżywka John Frieda

Utrzymanie fajnego i satysfakcjonującego nas blondu po koloryzacji jest dosyć trudne. Przez kilka ostatnich lat razem z moją fryzjerką bawiłyśmy się w różne odcienie na mojej głowie, jednak po miesiącu kończyło się to zawsze żółtymi tonami na moich włosach. Muszę przyznać, że zaczęło mnie to powoli irytować ale... w sieci możemy znaleźć receptę na wszystko :) I tak zaczęłam moją przygodę z produktami dedykowanymi do włosów blond, których wcześniej nie używałam, a wręcz nie zwracałam na nie zupełnie uwagi :)


Na obydwa produkty skusiłam się podczas fajnej promocji w Rossmannie, 
gdzie mogłam je zakupić za poniżej 20 zł każdy. Cena standardowa tych produktów to 34,99 zł.
Zarówno odżywka jak i szampon mają taką samą pojemność, czyli 250 ml.


Mimo, że szampon Sheer Blonde Hi-impact wylądował w moim koszyku w drugiej kolejności to postanowiłam zacząć od niego :) Samo opakowanie produktu jest ładne, trochę nowoczesne ale też klasyczne, nie mamy tutaj żadnych dodatkowych bajerów - po prostu duża tuba :) Po otwarciu czuć przyjemny zapach, który ciężko do czegoś porównać, ale na pewno nie jest duszący i zbyt naperfumowany. 


Szampon pieni się dobrze, lubię przy jego użyciu trochę pomasować skórę głowy :). Po spłukaniu letnią wodą mam wrażenie, jakby włosy były gładsze w dotyku - ale oczywiście po chwili ląduje na nich odżywka, więc ten efekt zostaje jeszcze bardziej pogłębiony :) Sam szampon nie obciąża włosów, jednak nie stosuję go też codziennie (co drugie lub co trzecie mycie), pozostawia je przyjemne w dotyku i gładkie. 


Żeby spotęgować efekt, czyli pozbyć się niechcianego żółtego odcienia z moich włosów, zaraz po szamponie ląduje na nich odżywka Sheer Blonde Colour Renew. Odżywkę nakładam prawie (!) od nasady aż po same końce i zostawiam ją na kilka minut na włosach, a następnie spłukuję letnią wodą. Odżywka ma trochę podobny zapach do szamponu, lecz wydaje mi się on bardziej pudrowy i taki "fryzjerski" :) 


Po takim duo, które serwuję moim włosom 1 bądź 2 razy w tygodniu - widzę różnicę. Kolor jest rzeczywiście bardziej stonowany, żółte odcienie praktycznie znikają. Mam wrażenie, że przy włosach przetłuszczających ten duet mógłby się nie do końca sprawdzić, bo może być zbyt ciężki. Ja mimo że mam włosy normalne, to widzę, że są one odrobinę cięższe niż zazwyczaj i szybciej "siadają". Jednak ten efekt mnie zupełnie nie martwi, stosuję  przy stylizacji puder dodający objętości włosom cienkim i jest ok. Warto również wspomnieć o wydajności, która jest na dobrym poziomie. Nie potrzebujemy zbyt dużej ilości kosmetyku, aby pokryć nim całe włosy i dobrze rozprowadzić.
A efekt wygładzenia? Moim zdaniem wart swojej ceny :)


Podsumowując - polecam wam skompletować sobie zestaw John Frieda, jeśli macie farbowane blond włosy i problem z żółtym odcieniem. Warto także poczekać na promocję, np. w Rossmannie - wtedy portfel na pewno będzie wam wdzięczny a i włosy zadowolone :).

Jakie polecacie kosmetyki do włosów farbowanych, jakie są wasze ulubione?
Czy znacie markę John Frieda? Co sądzicie o tych kosmetykach?


pozdrawiam! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...